Przestaliśmy wierzyć własnym oczom, kiedy patrzymy przez nie na ekrany i dobrze to świadczy o naszych mózgach.
Dziś na ekranie można zobaczyć dosłownie wszystko, co miewa dobre strony, np kiedy na podstawie wyblakłej fotografii ożywiamy sobie pradziadka, courtesy of AI. Taki ej-aj pradziadek jest pewnie atrakcyjniejszy od oryginału, ale to tylko przypuszczenie, skoro oryginał rozkłada się od stu lat.
Ale ja nie o nieżywym pradziadku tylko o (równie nieżywych) chińskich robotach, które ganiały parę dni temu po naszych ekranach. Niektóre ćwiczą kung-fu, inne prują z kałachów, zbierają jabłka, a to wszystko równie dobrze może być prawdą jak i ej aj ściemą. Zwłaszcza, że chinole chętnie wirtualnie podkręcali swoje osiągnięcia, jak inaugurację igrzysk w Pekinie, gdzie cyfrowo dołożyli fajerwerków. Co prawda rzeczone roboty fikały przed wizytującym Pekin kanclerzem Merzem, ale – psiakostka – on w końcu też mógł być szyntetyczny.
Ktokolwiek jednak lekceważy Chińczyków – błądzi. Przekonałem się o tym naocznie, naręcznie i dowodnie, w trzech krokach. W piewszym, podszedłem do szopy, w drugim nacisnąłem – raz – pompkę paliwa w nieruszanej przez całą zimę kosiarce, w trzecim szarpnąłem linkę rozrusznika.
Silnik zagadał od razu.
Takie cuda się po prostu nie zdarzają.
Nie w zabawce za osiem stów.
Zaprawdę, powiadam wam, zaimponowali mi bardziej, niż gdyby przemalowali księżyc na żółto.|
Kto kosi ten wie.
Szie-szie.
37
BLOG
Powrót smoka
Takie cuda się po prostu nie zdarzają.


Komentarze
Pokaż komentarze