5 obserwujących
69 notek
69k odsłon
2166 odsłon

Współpraca ks. Henryka Smolarczyka, proboszcza z Polskiej Cerekwi, ze Służbą Bezpieczeństw

Wykop Skomentuj1


 

Współpraca ks. Henryka Smolarczyka, proboszcza z Polskiej Cerekwi, ze Służbą Bezpieczeństwa według dokumentów tejże

 

WSTĘP

Ksiądz Henryk Smolarczyk urodził się 26 stycznia 1931 r. w Zabrzu  Grzybowicach z ojca Antoniego i matki Marii z domu Kucharczyk[1]. Pochodzenie społeczne – robotnicze, narodowość i obywatelstwo – polskie. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości kontynuował naukę w Wyższym Seminarium Duchownym w Nysie, które ukończył w 1956 r. Wyświęcony 17 czerwca 1956 r. w Opolu, trafił do parafii w Polskiej Cerekwi w dekanacie łańskim[2], diecezji opolskiej, gdzie objął urząd administratora parafii, potem – w roku 1959 - został proboszczem tej parafii[3]. Według kwestionariusza personalnego sporządzonego przez Służbę Bezpieczeństwa był to człowiek „grzeczny, uprzejmy, gadatliwy, chętnie korzysta z różnych rozrywek o charakterze świeckim, lubi teatr, film, operetki, interesuje się sportem, wrażliwy, ambitny, posiada duże aspiracje, oczytany, interesuje się zagadnieniami polityki międzynarodowej, skłonny do wynurzeń, w rozmowie bezpośredni, dość odważny, energiczny, posiada własną inicjatywę, samodzielny, przedsiębiorczy, usposobienie nieco nerwowe, lubi kobiety, ale czyni to w sposób bardziej skryty, gościnny”[4]. Ks. Smolarczyk posiadał „telewizor, radio, maszynę do pisania, motocykl marki SHL nr rej. HG-74-80”[5]. Zauważono, że jego stosunek do przełożonych był pozytywny, a sam duchowny „zarządzenia Kurii realizuje”[6]. Za granicę do 1963 r. nie wyjeżdżał, ani „stamtąd” gości nie miał. Był za to „negatywnie nastawiony do Koła Księży „Caritas”[7]. W kwietniu 1961 r. „kategorycznie odmówił udziału w zjeździe księży „Caritas” w Warszawie”, a w listopadzie roku następnego – w zjeździe prorządowego duchowieństwa we Wrocławiu. Z drugiej strony ks. Smolarczyk „na życzenie Gromadzkiej Rady Narodowej ogłaszała z ambony komunikaty o mających się odbyć zebraniach GRN, kółka rolniczego, zbiórkach SFOS itp. oraz zachęcał do udziału w tych zebraniach”[8]. Miał „na koncie” kary sądowe – o czym niżej[9]. Kim więc był cerekwicki proboszcz dla kozielskiej SB? Kapłanem „trochę złym, trochę dobrym”? Kimś, kto wypełnia polecenia władzy duchownej, a jednocześnie nie odmawia pewnych przysług „ludowemu” państwu? Kimś letnim? Pewnie był raczej wyzwaniem i nadzieją. Takich jak on należało pozyskać, przeprowadzić na swoją stronę barykady.      

PROLOG

Czternastego grudnia 1959 r. por. Tadeusz Tomański, oficer dochodzeniowy Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej (dalej MO) podpisał „postanowienie o wszczęciu dochodzenia” („z własnej inicjatywy”) wobec ks. Henryka Smolarczyka, proboszcza parafii Polska Cerekiew koło Koźla „który nadużywając władzy bił dzieci podczas lekcji religii w szkole podstawowej”[10], co zakwalifikowano jako przestępstwo z art. 286image 1 kodeksu karnego z 1932 r., czyli tzw. „kodeksu Makarewicza”[11]. Odpis postanowienia przesłano do Prokuratury Powiatowej w Koźlu.

Tego samego dnia, na podstawie „notatek i oświadczeń ludzi” Sekcja Śledcza Służby Bezpieczeństwa Komendy Powiatowej MO w Koźlu wszczęła „dochodzenie przedśledcze” w tej samej sprawie[12]. Jak zapisano: „Przesłuchane w obecności rodziców dzieci zeznał, iż ks. Smolarczyk podczas lekcji religii w roku szkolnym 1958/59 i 59/60 bił je ręką po twarzy oraz ciągnął za uszy i kładąc na taboret bił je kijem po tyłku za to, że nie uważają na lekcjach religii”[13]. Zebrane materiały w dniu 16 grudnia 1959 r. zostały skierowane do Prokuratury Rejonowej w Koźlu z wnioskiem o skierowanie sprawy do sądu. Na podstawie zeznań dzieci ks. Smolarczyk „został pozbawiony nauczania religii”. Na końcu dokumentu znajdujemy adnotację: „Z treścią […] sprawy został zapoznany przedstawiciel lokalnej prasy celem wykorzystania […] jako materiału propagandowego”[14].

Siódmego stycznia 1960 r. odbyło się przesłuchanie podejrzanego księdza. Zeznał on, co następuje: „W okresie roku szkolnego 1958/59 w Jaborowicach jako nauczyciel religii przekroczyłem swe uprawnienia wobec uczni[15], stosując wobec nich karę cielesną. Przypominam sobie, że uderzyłem kijem ucznia Szurgacza w żartach, Lepiorza, Geringa i ponadto nie przypominam sobie, kogo jeszcze mogłem uderzyć. Prawdą jest, że do bicia używałem kija, który był w klasie. […] Kary cielesne, jakie wymierzałem, nie były surowe, […] żaden z uczni nie poniósł żadnej szkody na zdrowiu […]. Jako nauczyciel religii uczę od 7 stycznia 1957 r. Początkowo nie stosowałem żadnych kar cielesnych. Z końcem roku szkolnego 1957/58 na wywiadówce, gdy opisywałem rodzicom zachowanie się ich dzieci […], powiedzieli oni […], że jeżeli dzieci są niesforne czy leniwe, mogę w stosunku do nich zastosować kary cielesne, a nawet życzyli sobie, bym takie kary stosował. Było to moją podstawą do stosowania kar cielesnych. […] Ponadto […] słyszałem, że i inni nauczyciele stosowali kary cielesne. Była to […] okoliczność, która skłoniła mnie do stosowania kar cielesnych. […] Przyznaję również, że w szkole w Ciężkowicach w jednym wypadku uderzyłem kijem ucznia Trąbczyńskiego, a to dlatego, że odmówił [wykonania] wydanego przeze mnie polecenia, nakazującego iść się umyć […]. W tym wypadku nie miałem upoważnienia do stosowania kar. W szkole w Polskiej Cerekwi i w Ligocie Małej również uczyłem, jeżeli stosowałem kary cielesne, to tylko na wyraźną zgodę rodziców, lecz były to bardzo rzadkie wypadki”[16].    

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale