96 obserwujących
609 notek
1210k odsłon
  2828   0

Warszawa przedwyboczo - LGBT, Trzaskowski i "czarne życie"

       Po przedwyborczym spacerku po mieście pozostaje to, co w tytule. W oknach i w wielu innych miejscach wiszą flagi tęczowe, dużo ludzi biega po ulicach z tęczowymi torbami, koszulkami i podobnymi gadżetami. Gdzieniegdzie widać również powywieszane na budynkach, zaimportowane prosto z Ameryki „czarne życia” (black lives... itd.), życia nierasistowskie, w odróżnieniu od rasistowskich „białych żyć”. Ludzie przechodzą obok całkowicie obojętnie, jakoś nie widać, żeby wybijali z tego powodu szyby czy szykanowali bliźnich – co ewidentnie przeczy tezie, że Polacy to homofobi i rasiści (no chyba, że popełniają jakąś myślozbrodnię; nie kupuję nawet tezy, że to Warszawa – to inaczej, itp. – w Warszawie także mieszka przynajmniej około połowy ludzi obyczajowo dość konserwatywnych). 

       W bardzo wielu miejscach wiszą ogromne plakaty Trzaskowskiego, jedynie od czasu do czasu mignie gdzieś plakat Bosaka czy Hołowni, najczęściej niewielkich rozmiarów. Nie widziałam natomiast ani jednego plakatu z Kosiniakiem-Kamyszem. Dużo ich jest poza Warszawą (szczególnie irytujące są te na trasach szybkiego ruchu) i widać wyraźnie, że PSL odpuścił sobie kosztowną kampanię w stolicy, co jest logiczne. Nie natrafiłam również na ani jeden plakat z urzędującym Prezydentem – może gdzieś są ale nie widziałam a jeździłam i biegałam w ostatnich dniach po mieście dość intensywnie.

       I to daje sporo do myślenia – bo w końcu elektoratu PiSu w Warszawie też trochę jest (ok.30% na mur) a Prezydent Duda na pewno kilkoma procentami przekroczy tę granicę. Dlaczego więc tak się dzieje? Otóż doszłam do wniosku, że to wcale nie owo tak głośno krzyczące LGBT czy opozycja są zastraszane i szykanowane a zastraszani są w Warszawie wyborcy PiSu i Prezydenta Dudy – i takie też sygnały dostaję. Agresja przed nadchodzącymi wyborami jest straszna i ludzie po prostu boją się wywiesić w swoich oknach czy na swoich płotach cokolwiek, co odbiega od warszafkowego mainstreamu – nikt nie chce, żeby mu podpalili mieszkanie, wybili szyby w oknach czy przebili opony w samochodzie. Zwykłe obelgi czy oberwanie po gębie też nie jest specjalnie przyjemne a szykany po „wyoutowaniu” się jako wyborca PiSu to w „warszafce” norma (do tego stopnia, że zrywane są zwykłe kontakty towarzyskie, sąsiedzkie, itp., dzieci nie mogą chodzić do siebie na urodziny i inne podobne akty ostracyzmu towarzyskiego – coś okropnego i idiotycznego ale tak właśnie się dzieje w wokółwarszawskich „lemingradach”; do tego problemy w pracy, w środowisku zawodowym, itp.).

       Inaczej wyglądają natomiast wszystko w podwarszawskich miejscowościach z przewagą domków jednorodznnych czy segmentów – tam też przeważają plakaty z Trzaskowskim ale sporo ludzi wywiesza na swoich posesjach plakaty z Prezydentem Dudą. Tłumaczę to mniejszą anonimowością w tych miejscowościach – jednak ludzie nawet mając odmienne poglądy nie zaatakują otwarcie (i w sposób kryminalny) swego sąsiada, choć i to się zdarza. W ogóle zauważyłam, że w mniejszych miejscowościach (przynajmniej w tych, w których bywam) często jest więcej rozsądku i np.radni w radach miast/gmin bardziej są w stanie ze sobą rozsądnie współpracować w sprawach niezwiązanych z „wielką polityką” niż ma to miejsce w Warszawie.

       Wracając jednak do spacerku po przedwyborczej Stolicy, to coś najbardziej dziwacznego i idiotycznego zobaczyłam pod płotem Pałacu Prezydenckiego. Nie wiem kto (i nie powiem - ale się domyślam:))))))) poustawiał tam coś w rodzaju harmonijki na nóżkach z nadrukowanymi plakatami pod tytułem „Afery PiS”. Do owych „afer” zaliczone są takie sprawy, jak znany powszehnie i prześwietlony w każdą stronę majątek Premiera Morawieckiego, oficjalne nagrody dla członków Rządu Premier Beaty Szydło czy dotacje dla publicznej TV przegłosowane przez parlament. Dorsz Pitery się kłania, w każdym razie autor tej kuriozalnej „instalacji” nie za bardzo sprawdził, co oznacza słowo „afera”. Inna sprawa, kto w ogóle wydał pozwolenie na takie zeszpecenie terenu, w innych kwestiach podobno podlegającemu wszelkiej możliwej ochronie. A tu straszy krzywe paskudztwo na rachitycznych nóżkach z „aferami” - i nagle pasuje do zabytkowego kompleksu.

       I na tyle ze spacerku po mieście. Poza tym upał i rozluźnienie dyscypliny sanitarnej – masa ludzi lata po sklepach i innych miejscach bez masek i nie przestrzega zalecanej odległości, tylko patrzeć, aż znów coś się wyrwie spod kontroli. To na razie, słyszymy się i widzimy się wszyscy po wyborach, w dobrym nastroju oczywiście.:))))))))) 


Lubię to! Skomentuj244 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka