Roma Sendyka o eseju i eseistach w Tygodniku Powszechnym:
Jakkolwiek linia obrony byłaby mocna, trzeba jednak przyznać – ekskluzywizm (rozumiany czasem jako elitaryzm) eseistyki jest tą cechą, która zdaje się być wyrazistsza. Jak pogodzić ją z zadeklarowanym demokratyzmem naszych czasów? Z tego samego powodu trudne jest odrzucenie stereotypu arystokratycznego pochodzenia eseistyki (znów ten Montaigne). Co więcej – jak pisały niegdyś amerykańskie krytyczki – eseistyczny podmiot jest niewątpliwie „europejski, patriarchalny i biały”, co skutecznie usuwa go poza krąg politycznej poprawności w czasach aspiracji studiów i literatur postkolonialnych i feministycznych.
Poza tym – najprościej rzecz ujmując – stereotyp eseisty podsuwa nam obraz mężczyzny (szowinizm?) w tweedowej marynarce (intelektualista), popijającego dobre wino (znawca!) w swoim salonie (zamożny), a raczej bibliotece (oczytany), odpoczywającego po latach publicznej służby (doświadczony) lub licznych podróży (znów: z tej lepszej sfery). W najlepszym razie, jeśli w ogóle wyjdzie ze swej wyrafinowanej samotni, trafi na ulicę jako niespieszny przechodzień – byt z czerwonej księgi gatunków.
Dziś nie ma czasu na spacer. Dziś żyjemy w świecie rozpędzonym do granic możliwości. Spacerowicz między pyknoleptykami? I co miałby nam o nas nowego opowiedzieć, czego nie powiedziały jeszcze nowe technologie?



Komentarze
Pokaż komentarze