Leonardo Leonardo
35
BLOG

„Terroryści” i „bandyci”

Leonardo Leonardo Kultura Obserwuj notkę 2

Więc jeśli teraz jest grupa młodych, wspaniałych ludzi, którzy decydują się na walkę, chociaż wiedzą, że idą prosto do grobu, ale nie mają innego wyjścia – to jakżeż można nazwać ich terrorystami? W tamtym systemie nie można liczyć na walkę pokojową, na pracę uświadamiającą wśród mas, na agitację, bo nie masz żadnych możliwości – żadnych mechanizmów, działania, minimum szans. Jesteś schwytany za gardło i jeśli chcesz być człowiekiem, musisz tylko umrzeć. Więc jakżeż tych ludzi nazywać terrorystami? Mogę ich nazwać bojownikami, bohaterami. Nie mogę udawać, że nie istnieje ten pierwszy i podstawowy, zinstytucjonalizowany terror, przeciwko któremu oni właśnie powstają, idą walczyć i zginąć. Taka jest cała prawda, a jeśli ktoś chce poprzestawać na półprawdzie i ćwierćprawdzie, to ulega lub służy fałszowi, zakłamaniu.

O kim mogą być te słowa i jaki niezłomny autorytet je napisał? Może to o młodziutkiej Danusi Siedzikównie z podlaskiej Narewki, łączniczce oddziału majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, podejmującej ze swoimi towarzyszami beznadziejną walkę z opanowującymi powojenną Polskę siłami LWP  i UB, przyparci do ściany, bo komunistyczna władza nie przewidziała dla nich innego miejsca jak więzienna cela lub szafot? Może o Maćku Chełmickim, „terroryście” w skórzanej kurtce, palącemu wódkę na błyszczącym barze, polującemu na funkcjonariusza nowej, okupacyjnej władzy, którego przeznaczeniem jest brudna śmierć na śmietniku historii?

Otóż nie. To fragment poświęcony zabójstwie zachodniego ambasadora przez gwatemalską komunistyczną partyzantkę na początku lat siedemdziesiątych. Autorem tych słów jest były zetempowiec, wierzący w nową przyszłość, autor wierszy o Stalinie, rozpoczynający swoją karierę gdy tamci niewiele od niego starsi ludzie, nazywani przez oficjalną propagandę „bandytami”, kończyli życie na pętli lub od kuli, zapomniani i samotni. Zwolennik nowego systemu w apogeum jego „zinstytucjonalizowanego terroru”, wierzący w dialektyczną konieczność ofiary na rzecz lepszego jutra. Wieloletni współpracownik tajnych służb totalitarnego reżimu, obracający się w elitach towarzyskich najwyższych jego funkcjonariuszy. Bynajmniej nie dysydent, chociaż pisze tak:

Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają aby ich dziełu towarzyszyło milczenie… Jakaż cisza emanuje z krajów przepełnionych więzień… Cisza potrzebuje ogromnego aparatu policji. Potrzebuje armii donosicieli. Cisza żąda, aby wrogowie znikali nagle i bez śladu. Cisza chciałaby, żeby jej spokoju nie zakłócał żaden głos – skargi, protestu, oburzenia… Słowo „cisza” łączy się najczęściej z takimi słowami jak „cmentarz” (cisza cmentarna), „pobojowisko” (cisza na pobojowisku)… Byłoby ciekawe, gdyby ktoś zbadał, w jakim stopniu światowe systemy masowego przekazu pracują w służbie informacji, a w jakim – w służbie ciszy i milczenia. Czego jest więcej: tego, co się mówi, czy tego, co się nie mówi?… Jeżeli w Gwatemali nastawiam lokalną radiostację i słyszę tylko piosenki, reklamę piwa oraz jedyną wiadomość ze świata, że w Indiach urodzili się bracia syjamscy, wiem, że ta radiostacja pracuje w służbie ciszy…

Autor tych słów podobno wierzył w to, co pisał, co powinno być dla myślącego człowieka przestrogą jak można zafałszować samego siebie, wymyślić sobie usprawiedliwienie i zinternalizować to tak dalece, że analizując mechanizmy władzy i przemocy w odległym kraju, nie umie się dostrzec, że to lustrzane odbicie własnego świata. Że pisząc o dyktaturach Gwatemali, Meksyku czy Chile w obliczu milczenia gazet o zabitych robotnikach w Trójmieście, grzebanych pod osłoną nocy, też pracuje się w służbie ciszy.

 

(Cytaty z książki „Dlaczego zginął Karl von Spreti” Ryszarda Kapuścińskiego)

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura