Leonardo Leonardo
55
BLOG

„Obywatele w obywatelskiej akcji”

Leonardo Leonardo Polityka Obserwuj notkę 0

Nie da się ukryć: zasmuciłem się, czytając w najnowszym Przekroju zachwyty  Katarzyny Janowskiej (redaktor naczelnej zresztą) nad obywatelską postawą uczestników nocnego happeningu, którzy 9 sierpnia dali odpór tzw. obrońcom krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Uważałem ją za inteligentną osobę, dowodziły tego choćby Rozmowy na koniec wieku, które kiedyś realizowała, tym bardziej zadziwiły mnie peany na cześć antykatolickich zadymiarzy, którzy – w jej oczach – bez większych ekscesów, ruszyli, by przypomnieć, gdzie jest miejsce Kościoła i symboli religijnych w świeckim państwie. Szkoda, że autorka nie rozwija tego tematu, bo może chętnie byśmy się dowiedzieli, gdzie jest to miejsce. Pewną wskazówkę stanowią okrzyki z „Akcji Krzyż”: - Do kościoła, tu jest Polska! albo transparent PRECZ Z KRZYŻAMI / NA STOS Z MOHERAMI.

Ci obywatele, choć niektórzy troszkę, jak się wydawało, pod wpływem różnych związków chemicznych, skorzystali z konstytucyjnie zagwarantowanego prawa do wypowiedzi. I bardzo dobrze. Podobnie jak z tego samego prawa korzystają tzw. obrońcy krzyża, czego zbyt wielu intelektualistów i dziennikarzy zdaje się nie dostrzegać. Nawet jeśli to, co od kilkudziesięciu dni dzieje się przed Pałacem Namiestnikowskim wyewoluowało z emocjonalnego odruchu w stronę szaleństwa, to nawoływania z telewizora, niektórych gazet i kilku polityków do legitymowania i wywożenia uczestników tego zgromadzenia świadczy o braku zrozumienia czym jest demokracja i wolność słowa.

Kilka stron dalej mój smutek wywołany wstępniakiem zamienił się w chichot. Jak się bowiem okazuje, ta akcja obywatelskiego protestu, która tak zachwyciła Janowską, była zorganizowana przez schizofrenika i kryminalistę. Wzór obywatela, zaiste. Zresztą to, że niektórzy uczestnicy tamtego happeningu mają coś z głową nie mniej niż niektórzy obrońcy krzyża, niestety rzucało się w oczy. Ci obywatele świadomi swych praw i obowiązków (Janowska) o ludziach, których krytykowali mieli do powiedzenia na przykład: - Banda pojebanych psycholi, a tu jest Polska! „Obywatele w obywatelskiej akcji”. Uff.

Emocje wokół Pałacu Namiestnikowskiego zostały rozhuśtane ponad miarę, to pewne. Duży udział ma w tym prezydent Komorowski, który – powiedzmy to sobie szczerze – jako mąż stanu to się nie zachował, już raczej jak radny sejmiku powiatowego, a także jego współpracownicy. W każdej korporacji wyższa kadra zarządzająca szkoli się z zasad zarządzania kryzysowego, którego celem jest minimalizacja strat w sytuacji kryzysowej, ograniczenie rozwoju kryzysu, zapobieżenie utracie wizerunku i zaufania. W przypadku krzyża zarządzanie kryzysowe władz państwowych należy ocenić nawet nie na dwóję, ale na pałę. Najwyraźniej w trzydziestoparomilionowym kraju nie można znaleźć dobrego specjalisty od tych spraw, który chciałby pracować dla rządu. Jednym słowem: amatorszczyzna i nieudolność. Ale to już ustaliliśmy, że w korporacji nigdy cały zarząd nie lata jednym samolotem, a w Rzeczpospolitej Polskiej można do jednej kabiny wsadzić głowę państwa, dowódców wszystkich rodzajów wojsk i szefów kilku konstytucyjnych organów państwa na dokładkę.

Natomiast na jednej z ostatnich stron cytowanego numeru Przekroju, dobitnie i logicznie wykłada Roman Kurkiewicz, który napisał o obrońcach krzyża: Otóż demokracja kwitnie wraz z obecnością tych osób w tym miejscu. Demokracja jest systemem opartym na równości i wolności. I osoby tworzące grupę „obrońców krzyża” właśnie obie te wartości pielęgnują, korzystając ze swoich niezbywalnych, podstawowych praw konstytucyjnych. Przywołajmy dwa artykuły – 54. i 57. „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich”.(…) Obrońcy krzyża na Krakowskim Przedmieściu niech stoją tam do dnia ostatecznego albo dłużej. I tego prawa zabraniać im nie mamy prawa. Więcej, mamy obowiązek o ich prawo zawalczyć.

Dla jasności: to samo prawo mieli organizatorzy happeningu. I także należy walczyć o to, żeby w Polsce organizowanie happeningów było dozwolone i nie ścigane prawnie. Ich prawo do niesienia krzyża zrobionego z puszek po piwie Lech jest takie samo jak prawo do umieszczenia w przestrzeni publicznej krzyża i innych symboli religijnych przez osoby poruszone katastrofą smoleńską. Dyskutować możemy i oceniać smak, poczucie estetyki, poziom kultury czy racje jednej i drugiej strony. Miejsce symboli religijnych w świeckim demokratycznym państwie jest tam, gdzie życzą sobie tego jego obywatele, o ile konkretna religia nie jest przez to państwo wspierana. Na ulicach, w szpitalach, szkołach, firmach i fabrykach. Ale nie w urzędach państwowych, ani na tablicy wmurowanej na chybcika w ścianę siedziby prezydenta na polecenie urzędnika państwowego. Aż dziw, że to tak trudne do pojęcia.

 

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka