Teraz jest w Polsce moda, że o książkach się dyskutuje przed ich wydaniem. To taki godowy taniec recenzentów, którzy puszą się i chwalą tym, że poznali tekst, który motłoch zobaczy w księgarni dopiero za parę tygodni. No i do tego czasu poinstruuje się ten ciemny lud jak ma daną pozycję interpretować i oceniać.
Roman Graczyk przygotował książkę traktującą o kontaktach redaktorów „Tygodnika Powszechnego” z SB. Nie będę się wypowiadał dopóki nie przeczytam, ale z wywiadu Graczyka dla „Przekroju” i z artykułu niejakiego Rafała Romanowskiego w „Gazecie Wyborczej” demaskującego Graczyka jako bardziej IPN-owskiego od IPN-u wnioskuję, że kij w mrowisko został wetknięty.
Przy tej okazji muszę zanotować, że w ostatnim okresie największym rozczarowaniem jest dla mnie to, co się dzieje ze świetnym niegdyś wydawnictwem „Znak”. Redaktor naczelny, Henryk Woźniakowski, tak mówi o książce Graczyka i odmowie jej wydania: - Roman Graczyk chciał w niej na siłę udowodnić, że „Tygodnik” był częścią systemu komunistycznego, a przecież tak nie było. Historia zmagania się pisma z aparatem bezpieczeństwa PRL doskonale tego dowodzi. Wydanie tej książki w Znaku oznaczałoby, że akceptujemy tę fałszywą wizję historii.
Wziąwszy słowa Woźniakowskiego za dobrą monetę, należałoby wnioskować, że z kolei wydana przez „Znak” ostatnia produkcja Grossa prezentuje prawdziwą wizję historii, którą wydawnictwo akceptuje (za co więc przepraszała parę dni temu jego dyrektor Danuta Skóra?).



Komentarze
Pokaż komentarze