Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku ma prowincjonalny sznyt, typowy dla niedofinansowanych placówek kulturalnych w małych miasteczkach. Lekko zaniedbane wnętrza, pozółkłe ręcznie pisane tablice z objaśnieniami i mało uprzejma obsługa, traktująca zwiedzającego jak uciążliwego intruza. Kolekcja też typowa: tu zbroja rycerska, tam stare mapy i książki, krucyfiksy i drewniane rzeźby wywiezione z poniemieckich kościołów, piec kaflowy zrabowany z pałacu, który pewnie stał się siedzibą pegeeru, trochę zastawy stołowej, jakieś meble, mało cenne wykopaliska z regionu, manekiny ze strojami ludowymi i dawne sprzęty gospodarstwa domowego, cegiełki na budowę szpitala wojewódzkiego z czasów gierkowskich, nawet blaszane numerki dla psów z napisem MIASTO SŁUPSK (!).
A w tym wszystkim świetna kolekcja portretów rysowanych przez Witkacego w ramach działalności jego Firmy Portretowej "S.I.Witkiewicz", oszałamiających psychodeliczną kolorystyką i oryginalnym ujęciem portretowanych osób. Ani jedno, ani drugie nie dziwi, wiadome bowiem jest, że artysta szprycował się prochami, których rodzaje i dawki skrupulatnie potem notował na swoich dziełach. Nie mogę powiedzieć, żeby większość z nich odpowiadała mi estetycznie (czytaj: nie powiesiłbym sobie tych pasteli w salonie), ale jednak budzą zaciekawienie i stymulują wyobraźnię, zwłaszcza gdy ma się świadomość, że nie są typowym w dzisiejszych czasach produktem cynicznego silenia się na dziwność by „zaistnieć” w świecie krytyków i merchantów, ale owocem autentycznego poświęcenia siebie Sztuce, z ciałem i duszą, doprowadzonego do ostateczności.
Szkoda, że te obrazy są kiepsko wyeksponowane w źle oświetlonej, dusznej sali i w brzydkich aluminiowych ramach.
Jest jeszcze kilka fotografii i "nieportretowych" obrazów oraz rysunków, które pokazują, że niezależnie od twórczości literackiej, Witkacy był artystą awangardowym na skalę światową. Niektóre jego rysunki przypominają Picassa, a surrealistyczne krajobrazy przywodzą na myśl obrazy Rousseau.
Następnego dnia, wracając z Pomorza, słucham w samochodzie magazynu kulturalnego w Programie III i włosy mi stają dęba gdy słyszę co dzisiaj nazywa się sztuką. Na przykład jeden człowiek rozkłada na planszy śmieci: zakrętki od plastikowych butelek, puszki po napojach itd. w ten sposób, że oświetlone dwiema lampami rzucają cień tworzący z jednej strony panoramę zachodniego miasta z wieżami kościołów, a z drugiej orientalnej zabudowy z meczetami. Fajnie, można nawet podziwiać pomysłowość i pracowitość – jedni realizują się budując rozbudowane modele kolei, inni ustawiają tysiące kostek domina w wielkie konstrukcje – ale żeby zaraz nazywać to sztuką?




Komentarze
Pokaż komentarze