O "Deklaracji Wiary", "prawie do aborcji" i prof. Bogdanie Chazanie powiedziano już chyba wszystko. Każdy ma swoje zdanie na ten temat, padają mądre tezy i poważne hasła. Zarzuty o to, że profesor śmie stawiać "prawo boskie" nad "prawem ludzkim", lekceważąc prawo RP stają się wręcz modne. Oczywiście komentatorzy (wśród nich prym wiodą dziennikarze i politycy) nie zatrzymują się nad zupełnie nieistotnymi szczegółami, takimi jak to, czym właściwie jest "prawo boskie". Dużo prościej za to jest zdefiniować prawo ludzkie, które przecież jest proste i jasne. Skłąda się ono z jednego przepisu, który jest bezwzględny i jasny, niczym świeckie 10 przykazań. Chodzi o art. 39 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, w którym Rzeczpospolita wyraża zgodę na powstrzymanie się przez lekarza od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, nakładając na tegoż lekarza pewne warunki:
- lekarz ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym,
- lekarz ma obowiązek uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej,
- lekarz ma obowiązek uprzedniego powiadomienia na piśmie przełożonego oraz
- lekarzowi nie wolno odmówić udzielenia pomocy lekarskiej w żadnym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki.
Oczywiście, w przypadku prof. Chozana najwięcej emocji budzi pierwszy punkt. Media prześcigają się w doniesieniach dotycząch tego, że profesor nie wskazał niegdyś pacjentce proszącej o aborcję innego lekarza, który wykonać to świadczenie.
No i w tym miejscu zaczyna się karnawał. Zarzuty o łamanie prawa i haniebne przedkładanie prawa boskiego nad prawo ludzkie, wnioski do prokuratury, wnioski o odwołanie, kontrole, wyrazy oburzenia, akcje społeczne opanowały internet. Licytacja trwa. Specjaliści wyliczający możliwe konsekwencje prawne wobec profesora ogłaszają jakie konsekwencje prawne powinny go spotkać.Nawet były rektor KUL, x. prof. Szostek, wskazał jednoznacznie, że lekarz pracujący w paźstowym szpitalu powinien przestrzegać prawa i wykonać zabieg lub wskazać innego lekarza, który takiego zabiegu dokona.
Pojawia się jednak zasadnicze pytanie. Ile w tym wszystkim jest sensu?
Zostawmy kwestie zgadzania się z poglądami profesora Chazana. Tu raczej zdania są ugruntowane. Zastanówmy się raczej nad zasadnością wskazanej wyżej, dość błyskotliwej (i na pierwszy rzut oka nawet sensownej) analizy prawnej. Czy rzeczywiście sprawa jest tak jednoznaczna?
Jako prawnik jestem przekonany, że sprawa jest skomplikowana (nie wierzcie prawnikom, którzy mówią, że sprawa jest prosta. Zazwyczaj kłamią). Pozwolę sobie postawić trzy zasadnicze zarzuty natury prawnej względem wskazanego powyżej toku myślenia.
I. Prawo boskie a prawo stanowione
Teoria o bezwględnej wyższości prawa stanowionego nad prawem naturalnym (niekoniecznie prawem religijnym, chodzi tu o prawo moralne, które człowiek nosi w sobie i którego wyrazem może być sumienie) rzeczywiście istniała, ale umarła.
Zwała się ona twardym pozytywizmem prawniczym i głosiła, że prawo nie musi być nośnikiem wartości moralnych i jeżeli jest konflikt między prawem a moralnością, to dla dobra porządku społecznego należy wyrzec się moralności. Taka teoria musiała zostać zweryfikowana po II Wojnie Światowej, kiedy okazało się, że prawo obowiązujące w III Rzeszy umożliwiło czyny straszne i niemożliwe do zaakceptowania. Głównym tłumaczeniem niemieckich oficerów sądzonych w Norymberdze było właśnie posłuszeństwo normom prawa i rozkazom przełożonych, które w wojsku również stanowią normy prawne.
Niezależnie od tego, czy aborcję można porównać do okrucieństw hitleryzmu, to każde zapewnienie o bezwględnej wyższości prawa stanowionego nad prawem moralnym należy bardzo mocno przemyśleć, potem jeszcze raz przemyśleć, a kiedy już się przemyśli, to zamilknąć.
Zresztą nie trzeba szukać przykładów historycznych, żeby potwierdzić, że prawo stanowione nie jest absolutem, do którego należy się modlić. Gdyby żaden inny porządek nie mógł konkurować z prawem stanowionym, to należałoby zlikwidować wszelkie konwencje i trybunały dotyczące praw człowieka, które negują teorię o prymacie prawa państwowego.
Źródłem praw człowieka nie są przecież konwencje, tylko godność ludzka, której nie mogą zaprzeczać prawa stanowione i jeśli takie prawa są sprzeczne z prawami człowieka, to powinny zostać zmienione.
Czy zatem jesteście gotowi, drodzy liberalni przyjaciele, wypowiedzieć wszystkie konwencje dotyczące praw człowieka, bo przecież konkurują one z prawem stanowionym?
II. Konstytucja RP
Kiedy ostatnio sprawdzałem, ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty nie była jednynym czy najważniejszym aktem polskiego prawa stanowionego.
Najważniejszym aktem polskiego prawa była Konstytucja Rzeczypospolitej, która w artykule 53 ust. 1 wyraźnie mówi, że: "Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii"
Jak rozumiem tzw. klauzula sumienia we wskazanej ustawie jest tylko uszczegółowieniem tego przepisu Konstytucji. W tym miejscu należy wskazać, ze choć normy Konstytucji są dość ogólne, to należy stosować je bezpośrednio.
Jeżeli mam rację i rzeczywiście klauzula sumienia ma być wyrazem zapewnienia obywatelowi wolności sumienia, to jest sposobem ułomnym, bo jaka jest efektywnie różnica między dokonaniem zabiegu, który uważam za szkodliwy, a szukaniem "frajera", który zrobi to za mnie, żeby mi było milej. Przecież efekt będzie dokładnie taki sam, czyli wbrem mojemu sumieniu wezmę udział w zbrodni.
Skoro zatem klauzula sumienia nie chroni wolności sumienia, to znaczy, że ustawa w tym miejscu nie jest zgodna z Konstytucją i w związku z tym Konstytucję powinniśmy zastosować bezpośrenio, z pominięciem wadliwego przepisu. Zresztą warto zwrócić uwagę, że nawet minister Kozłowska-Rajewicz widzi niezgodność przepisu art. 39 z Konstytucją i uważa, że należy go zmienić.
Zatem nie jest potrzebne odwoływanie się do słynnego "prawa boskiego", żeby usprawiedliwić pominięcie przez prof. Chazana obowiązku wskazania innego lekarza.
Nie mogę z pewnością powiedzieć, że prof. Chazan nie złamał prawa. Wiem jednak, że mówienie z przekonanie, że prof. Chazan jest oszołomem i przestępcą jest po prostu absurdem i nie powinno być traktowane jako rzetelna analiza prawna.
III. Argument historyczny, czyli jak to było ze śp. prof. Germkiem
Sprawa prof. Chazana to nie pierwszy w Polsce spór o "prawo boskie" i "prawo stanowione". Ironiczne jest, że kilka lat temu oskarżyciele prof. Chazana bronili śp. prof. Geremka, który dużo bardziej świadomie zignorował przepisy polskiego prawa. Sprawa dotyczyła odmowy złożenia przez Geremka oświadczenia lustracyjnego, kiedy został europosłem. Pewna gazeta, która z lubością dziś mówi o oszołomach i katotalibach, mówiła wtedy o "nieposłuszeństwie obywatelskim" i o sprzeciwie wobec złego prawa. Sprawa była o tyle ciekawsza, że obowiązujące prawo świadomie łamał polityk, którego zawód polegał na tworzeniu prawa.
Nie jest to może poważny argument prawny, ale pokazuje, że warto zadać sobie pytanie o szczerość intencji oskarżycieli prof. Chazana, którym być może nie chodzi o ochronę polskiego systemu prawnego, a o dość proste zdyskredytowanie przeciwnika w dyskusji. Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że nie chodzi przeciwnikom prof. Chazana o przestrzeganie prawa (które jest wyłącznie wygodnym pretekstem), a wyłącznie o pozbycie sięz przestrzeni publicznej tych, którzy nie zgadzają się ze światopoglądem tzw. "elit".
***
Podsumowując, nie chciałem przeprowadzać pogłębionej analizy prawnej przypadku prof. Chazana, a jedynie pokazać, że sprawa pod względem legalnym nie jest prosta i jednoznaczna. Jestem przekonany, że warto mocno uważać, jakie zarzuty stawia się profesorowi Chazanowi, bo można się na tym przejechać.
Warto się też zastanowić nad jakością prawa, które nas obowiązuje i nie wyciągać wniosków personalnych, tylko systemowe. Klauzula sumienia jest wadliwa i trzeba jązmienić, a nie walić nią po twarzy dobrego lekarza.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)