Wczorajsze spotkanie i pewna opowieść Roko czyli jak czytanie Kapitana Żbika uratowało życie Maćkowi
( roko masz tydzień na opublikowanie !!!!) skłania mnie do napisania notki o 13 grudnia i stanie wojennym innej,przewrotnej.
Zdarzały się sytuacje zabawne , krążyły setki dowcipów zomowsko-jaruzelsko-urbanowo-milicyjnych.Sam ich przecież
nie pamiętam wszystkich,wielu nie znam , a szczególnie ważne są ZDARZENIA które miały miejsce , a budziły śmiech.
Napiszcie je tu o co proszę , odchodzą już w niepamięć , a były "chlebem powszednim " tamtych dni.
Nie warto trzymać ich tylko dla siebie ....
Dorzucę w notce za chwilę dwie , trzy .......w oczekiwaniu na inne mnie nie znane.
Gdańsk zima 1981/1982 . Z dworca Gdańsk Główny wychodzi babina w chustce , no widać że miejscowa nie jest.
Przed dworcem zomowcy grzeją się przy koksowniku , niedaleko przystanek autobusowy , pełen oczekujący.
Babina zdezorientowana ma gdzieś trafić , powiedzmy na ulicę Pańską.
Podchodzi do grupy zomowców , namierza jednego wzrokiem i zadaje mu pytanie
Panie okupant , którędy na Pańską ?
Odpowiedzi nie otrzymała , tylko widok kulających się ze śmiechu ludzi na przystanku i grupę zomowców ,
co jak niepyszna odeszła w inne miejsce.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)