
Rzecz działa się w Otwocku. Zaczęło się w 1948 roku gdzie w tzw. Wiosce Szwajcarskiej – był to zespół drewnianych domków, będących darem Szwajcarskiego Czerwone Krzyża, stąd nazwa – rozpoczęto leczenie gruźlicy dzieci. Z czasem dołączono do niej inne budynki, tworząc sanatorium. Placówka wciąż się rozbudowywała, rozszerzając swoją działalność również na leczenie dorosłych: pod koniec lat 50-tych dysponowała prawie tysiącem „łóżek szpitalnych”. W 1959 podjęto decyzję o budowie kompleksowego budynku – kilka używanych lokalizacji było mocno od siebie oddalonych, niektóre nie spełniały standardów szpitalnych. Budowa trwała parę lat. Pierwsi pacjenci zameldowali się w nowym szpitalu w końcu 1965 roku. Roboty budowlane zakończono w 1971 roku.
I tu następuje niespodzianka, opisana na stronie szpitala, którą czyta się trochę jak bajkę. Już w drugiej połowie lat 60-tych było wiadomo, że placówkę czekają zmiany. Na dalszy rozwój Sanatorium miały wpływ dwa czynniki: pierwszy to rozszerzenie wskazania do operacyjnego leczenia gruźlicy kostno-stawowej, które znacznie skraca czas pobytu w sanatorium, drugi – szybko zmniejszająca się chorobowość u dzieci i malejąca chorobowość u dorosłych. W tej sytuacji przeprofilowano placówkę, powiększając do liczby 400 łóżka dla dorosłych i zmniejszając do 300 dla dzieci. Jednak i to nie zapewniło pełnego obłożenia łóżek dziecięcych czytamy na stronie otwockiego szpitala. Zabrakło chorych? Nieprawdopodobne? A jednak zabrakło – szpital musiał zmienić profil: W końcu 1972 roku Dyrekcja Sanatorium wystąpiła z wnioskiem do Wojewódzkiego Wydziału Zdrowia o utworzenie wojewódzkiego oddziału ortopedii dla dzieci. Oddział taki, liczący 60 łóżek, powstał w 1973 roku.
Dziś Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny zajmuje się tylko ortopedią dziecięcą. Co w ciągu dekady stało się z chorymi na gruźlicę? Pora na małą porcję statystyki:

Widzimy systematyczny i istotny spadek przypadków zachorowań. Co go spowodowało? Upowszechnienie opieki zdrowotnej, szczepionki, zmniejszenie biedy. Tak właśnie działa cywilizacja życia. W mrocznych latach socjalizmu, w czasach gomułkowskiej małej stabilizacji, miała swoje chwile triumfu.
* * *
Statystyka na razie nie potwierdza, że „gruźlica wraca”. A przynajmniej nie potwierdzają tego dane do roku 2013. Faktem jest jednak, że od paru lat powoli rośnie liczba zachorowań w najmłodszej grupie wiekowej (0-4 lat). Czyżby skutek szaleństwa antyszczepionkowego? Na teraz trudno przesądzać. W przyszłości poważnym zagrożeniem może być napychanie pasz dla zwierząt lekami, które mają zwiększyć wyniki gospodarcze farm, a które koniec końców spłyną do środowiska, uodparniając bakterie. Jak dodamy do tego niechęć korporacji do opracowywania nowych antybiotyków, przyszłość może być mniej radosna niż treść powyższej notki.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)