Komentuj, obserwuj tematy,
Załóż profil w salon24.pl
Mój profil
Michał Kot Michał Kot
173
BLOG

Kebab czyli moja podróż ze stolicy.Wynaturzenia mieszczucha.

Michał Kot Michał Kot Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Dziś bez polityki, gospodarki i zajmowania się oceną PR-u obecnego rządu.... i innych takich "męczących" zajęc....

Kebab czyli moja podróż ze stolicy.Wynaturzenia mieszczucha.

Ponieważ nie jestem z Warszawy, codziennie rano dojeżdżam pociągiem kolei podmiejskiej naszego narodowego przewoźnika do stolicy, nastepnie tramwaj, później metro.Spacerkiem 5 minut po zielonym Żoliborzu i jestem w pracy... .

Takie refleksje, nie wiedzieć czemu ostanio mnie na chodzą w związku z obserwacją niektórym współplemienców, towarzyszy podróży. Pewnie niektórzy powiedzą, że się czepiam, wymyślam, dziwny jestem, lub reprezentuję patologię, ale cóż...

 Na początek wejście do pociągu. Uff udało się. Jest 7.14 pociąg pełen ludzi zmierzających do pracy w mieście stołecznym.Przekrój jak ze statystyk.Studenci, uczniowie, dzieci, staruszki, eleganccy panowie, piękne panie, starsi panowie.Wszystkich ich łaczy jedno - dopaść do wolnego miejsca, najlepiej tego co zawsze. Ba są tacy, którzy wsiedi wcześniej i prawem okupanta, okupują (teczką, torbą, książką, reklamówką, czym popadnie) od dwóch stacji miejsce dla znajomej, znajomego, który zaraz wejdzie....nic to, że ktoś stoi obok, bez wolnego miejsca... nic to.Strzeżemy wolnego miejsca jak niepodległości!!!!

Tak.Tak, wiem....czepiam się...staroświecki jestem...tak wiem....

W trakcie jazdy same atrakcje. Pan czytający gazetę, ktory przy każdej zmianie strony w gazecie, macha nam przed oczymi artykułami z każdej strony.Pasażerowie którzy zajęci sobą prowadzą ożywione dyskusje o czymkolwiek (najcześciej o pracy lub o tym jak to każdy dziś kradnie), uczniowie odrabiający lekcje, panowie przysypiający (nie ma nic gorszego niż chrapiący starszy Pan siedzący obok).Młody chłopak słuchający muzyki przez słuchawki, tak głośno, że słyszy cały przedział (cóż, przecież każdy powinień wiedzieć jakiej muzyki słucha! proste, nie?).Po co wtedy słuchawki, którą ponoć służą do osobistego słuchania muzyki?Nie mam pojęcia.

Jest naprawdę przyjemnie...

Tak wiem.Zgred jestem i tyle. Wiem...

Uff.Po pół godziny i jest już znajomy  peron w stolicy, na Pradze. Do biegu, gotowi start. "Walimy" pośpiesznie do tramwaju, autobusu. Podejrzewam, że każdy z ludzi obok mógłby startować w chodzie olimipijskim...co na to Korzenowski?

Przystanek tramwajowy.Niezła gromada ludzi i w niej ja. Czekamy. Na 13 lub 26 aby do metra. Jeden obok pali (smród), drugi rozmawia z trzeciem, czwarty tupie nogami, piąty słucha muzyki, szósty rozgląda się na boki....Wszyscy czekają.

Jest 13!!!. Prawie pełna. Otwierają się dzwi.Wysypują pasażerowie.Wsypują nowi.Jest dobrze.Jestem w turze osób, ktorym udało się dzięki zgrabnym akrobacjom dostać do tramwaju. Miejsca siedzące?Złudzenia już dawo zostały na przystanku.Jest dobrze. Jest poręcz. Trzymamy się. Jeden przystanek zaliczony.Drugi zaliczony. Tramwaj do przystanku Ratusz jedzie szybko. 5 minut i jestem. Och...moja wdzięczność do Pani Bufetowej nie zna granic. Jak to dobrze, że jest jeden pas tylko dla tramwajów!O ja maluczki, wdzięczność ogromna...żadne słowa tego nie opiszą....chyba, że kamery jednej z wielkich stacji telewizyjnych eksutujących się jak jest dobrze...samym redaktorom chyba...ale wracając do tematu głównego...

...Tak wiem. Nie wdzięczny jestem.Okropny. Powinienem się cieszyć z tego co jest...

Teraz po schodach do podziemia. Znów zaczynają się biegi. Z przeszkodami. Pierwsze. Ludzie, którzy za nic w świecie nie chcią się spieszyć do bramek przy wejściu do metra ( tak w ogóle można?!).Mijamy, jednego, drugiego. Stop. Kolejka do bramki. Wyjmujemy kartę miejską (znów moja wdzięczność do władz miejskich nie zna granic, a ściślej do Zarządu Transportu Miejskiego...karta piękna, ze zdjęciem, nowa....XXI wiek..).Odbijamy przy bramce.Pyk. Teraz tylko schodzimy na peron metra.

Czekamy w tłumie towarzyszy na kolejką metra.Kierunek Młociny.Niedawno zamontowane urządzenia wyświetlające trasę i czas przyjazdu kolejek  (naprawdę ile zrobiła dla nas Pani Gronkiewicz-Waltz!!!....wdzięczność siega zenitu....)informują nas, że za 1:20.... 1:10.... 1:00.... .... 0:30... 0:15...już wjeżdża pociąg....Historia lubi się powtarzać....Wysypują pasażerowie.Wsypują nowi.Jest dobrze bo stoję spokojnie. Nie jest bardo ciasno (poważnie!!!!). Dwie stacje tylko, ale jakoś dziwnie się czują w metrze. Wzrok ludzi, współpasażerów jakiś kompletnie obojętny, zmęczony, wpatrzony w dal....Jest nowość!Nie musisz się już patrzeć w innych ludzi.Oceniać ubiór, facjatę itd...Teraz u góry są zamieszczone monitory, na ktorym wyświetlane są informacje...krajowe...stołeczne...reklamy...informacje gospodarcze...pogoda....różności..Uff!!! Co za ulga! Nie muszę się uśmiechać!!!

 Te twarze...smutne...przygnębione....zmęczone...ludzkie...nasze polskie...a przecież jak śpiewał Bogdan Smoleń w legendarnym kabarecie Tey...

"Za oknami świta,
Widać się rozkwita,
Rosną domy z prawej,
Z lewej będą też...

Przecież to jest nasza,
Duma pospolita,
A wy jacyś tacy...
Toż to przecież grzech

LUDZIE!!! KOCHANI... COŚCIE TACY SMUTNI???
PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!!!....

 

Tak wiem. Czepiam się. Wymyślam. Chory jestem. Toż to patologia z mojej strony....

Wyjście  z metra. Większość pasażerów stacji Pl.Wilsona kieruje się do schodów ruchomych.Im szybciej tym lepiej.Kolejka.Jeden za drugim. Drugi za trzecim.... . Grzecznie...prawie...Zaczyna się wymijanie tych co stoją na schodach...ale nie jest źle...metro to dar...Warszawy dla warszwiaków...Polski dla Polaków....jest fajnie....mamy metro....

Tak wiem.Znów jestem przebrzydłym zgredem...strasznie, że tacy ludzie są wśród innych....

Spacerek po Żoliborzu i po ulicy Mickiewicza.Spokojnie.Bezpieczenie. Przyjemnie.Mijamy bank za bankiem..."zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz"....

Jestem pod siedzibą zakładu pracy.Jest 8.15.

Prawie 9 godzin później....znów dochodzą do mnie "złe" głosy...

Jest 17.12. Kierunek -stacja metra Warszawa Gdańska.Bezproblemowo. Jest jesienny wieczór.

 Tym razem podróż bez kolejek metra. Tylko tramwaj. "28". Produkt ery PRL-u.Stary.Brudny.Ale jest.To najważniejsze.

 Po małym czekaniu, około 10 minutaach... przyjeżdza. Jest. Tradcyjnie...wyspują się ludzie..wsypują nowi...ja wraz z nimi...

(....)

około 15-20 minut później....

Peron kolejowy Warszawa Wileńska.

Pani z megafonu ogłasza głosem przytłumionym i nieznoszącym sprzeciwu ( czy te Panie mają szkolenia z cyklu co zrobić aby zrazić do siebie wszystkich niepracowników kolei?) "Pociąg  do.... odjeżdża o godz. 18.02 z peronu 2 przy torze 3".Kwintesencja komunikatu.Oczywiście w przypadku spóźnienia pociągu - jeśli takie ma miejsce- ani słowa...chyba, że się spóźni pół godziny....godzinę...w przypadku "mniejszym" spóźnień zapomnij człowieku..... "Przepraszamy za opóźnienia", "Życzymy przyjemnej podróży" - wykreślono ze słownika PKP w momencie jego powstawania...

Powrót pociągiem z Warszawy do domu, prawie zawsze dostarcza ciekawych doznań. Zwłaszcza w obszarze kulinarnym.Odkąd w kraju nad Wisłą wszelkiej maści budki oferują kebab - produkt turecki ( z którym te nasze nie mają za wiele wspólnego) można bez ksiązki kucharskiej dowiedzieć się co taki  kebab "ma w sobie".

Siedziąc w przedziale naprzeciwko nas siada młody chłopak.W ręku dzierży kebab. O zgrozo!On go zaczyna jeść!I tu zaczyna się spektakt jednego aktora przy udziale jednego rykwizytu czyli bułki z dodatkami...

Zapach to jedno. Zostawmy w spokoju. Drugie to sposób spożywania kebabu. W prawnym ręku kebab, w lewym widelec ( typ "gerlach uliczny" czyli plasitk fantastic). I tu zaczyna się komediodramat. Wysypuje się plasterek cebulki...spada na podłogę...o ma nawet sos...niech zerknę....ostry sos!Ostry facet!Poczekajmy chwilkę...jest spadła..prażona cebula ... o i kawałem mięska spadł....chlup...chlup....sosik na podłodze...okruchy bułki na dokładkę....pomidorek...pięknie....prawie cały skład.....Nic tylko wyjąć kartkę, spisać składniki i mamy gotowy przepis. Co prawda nie Winiary z torebki...ale "prawie domowy" przepis....ups..."pociągowy"....

Tak wiem.Jestem okropny. Nie daję zjeść człowiekowi. Ale ze mnie świnia. Jak tak można... .

Wręcz eksytującym doznaniem pozawczym z pogranicza kuchni i "railway style"  jest konsumpcja hot wings z KFC. To jest wręcz mistrzostwo świata. Siadają dwie Panie naprzeciwko siebie. Otwierają duży kubeł ze szkrzydełkami.Stawiają sosy.Otwierają sosy.Ketchup.Zapach na cały przedział gwarantowany albo wysiadka na nabliższej stacji....

Gotowe. Do skrzydełek start. Trzy stacje. Skrzydełek nie ma. Zostały okruchy na podłodze. Ślady sosów na podłodze (może tymi śladami zajmie się wydział kryminalistyki) i uśmiechnięte miny najedzonych Pań....

Skrzydełek nie ma. Ja jestem.

 Tak wiem. Pewnie zazdrościł dlatego tak pisze. Głodny to i zły. Tak wiem. Okropny jestem....

Nie mogę. Prawie drżę.Prawie jestem w spazmach. Prawie szaleję. Przesiadam się. Mam dość. Takiego dreszczowica nie zapewni mi nawet telewizja N. Za darmo...no prawie... w ramach biletu miesięcznego... .

Powoli przedział zapełnia się ludźmi. Stara śpiewka mówię sobie. Znam wasze wszystki numery. Zajęte - nie zajęte. Lista przebojów i przegląd prasy mam zapewniony, kto z kim i dlaczego....wszystko...wiele kanałów w jednym...przez dwadzieści minut....Jest już tłoczno..."Prawdawny", "staropolski" zwyczaj ustępowania kobietom czy starszym ludzion odszedł w zapomnienie... . Przecież młodzież musi wypocząć po męczarniach w szkole...

Na temat ojczyzny polszczyzny już nie mam siły pisać...to temat odrębny...dla prof.Miodka...Mowa jest niezwykle potoczna....

I jeszcze panowie z piwem...ech....panie z torbami pełnymi zakupów.....(na dworcu jest centrum handlowe)....nie ma w tym nic niezwykłego....gdyby czasem nie ciekło z mięsa w tej cienkiej reklamówce....

 Wracam tak codziennie i pewnie tylko ja tak mam. Pewnie jestem dziwny, chory, wczorajszy....wiem...tak tylko czasem mam...tak tylko czasem taka refleksja zbiera...gdzie ci przyjaźnie nastawieni ludzie?gdzie...odeszli z dniem ...

... i tylko czasem w duszy grają słowa Bułata Okudżawy....

"Co było - nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno.
Cóż, każda epoka ma własny obyczaj i ład...
(...)
Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie,
i tyle jest aut, i rakiety unoszą nas w dal...
A przecież mi żal, że po Warszawie
(oryg. "Moskwie") nie suną już sanie,
i nie ma już sań, i nie będzie już nigdy, a żal!"

 Tak wiem. Czas się obudzić. Tak wiem.Nie żyjemy w epoce wiktoriańskiej. Tak wiem. Niedzisiejszy jestem. Tak wiem. Chory jestem. Nie zamierzam się z tego leczyć...nie zmuszajcie mnie....nie chcę "uporczywej terapii"...jest mi z tym dobrze....wiem, nie wierzycie...uwierzcie...

Michał Kot
O mnie Michał Kot

Kto to wie?!!;-) Już nie młody, ale jeszcze nie stary...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości