intel-e-gent intel-e-gent
1221
BLOG

Stan wojenny - mniejsze zło

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 50

13 grudnia 1981 roku mój ojciec wyszedł nawet na dach, by sprawdzić, czy antena się nie zepsuła. Cóż, awarii nie było, był za to stan wojenny. Spora część Polaków zgadza się teraz z opinią, że był potrzebny, a politycy mają zdanie wręcz przeciwne i potępiają w czambuł zarówno jego wprowadzenie, jak i tych, którzy go wprowadzili.

Co więcej, histe(o)rycy z IPN pragną nam wmówić, że gdyby nie stan wojenny, to Solidarność przejęłaby władzę i demokrację mielibyśmy już pod koniec 1981 roku. Ignorują fakt, że ZSRR, NRD i Czechosłowacja były więcej niż gotowe, by przywrócić "socjalistyczny" porządek. Myślę więc, że stan wojenny był mniejszym złem. Zamiast rzezi dokonanej przez sojusznicze wojska, mieliśmy stosunkowo bezbolesny (tak wiem, Wujek itp.) stan wojenny.

Oczywiście, nie dowiemy się nigdy co byłoby "gdyby". Ale możemy ekstrapolować na podstawie tego, co działo się w Czechosłowacji w 1968 roku. I możemy się domyślać, że Breżniew nie pozwoliłby na wyjście z Układu Warszawskiego jednego z najważniejszych państw tego sojuszu - największego po ZSRR i położonego strategicznie tuż za pierwszą linią ewentualnego frontu.

Ignoruje się też fakt, że strajki i inne działania Solidarności faktycznie przyczyniały się do załamania gospodarczego kraju. Produkcja stała - skoro wszyscy byli zajęci strajkami, to nie miał kto robić. W efekcie eksport malał, zapotrzebowania wewnętrznego nie dało się zaspokajać, a kraj stanął na krawędzi załamania. Z tym też trzeba było coś zrobić, a doświadczenie lat 1989-93 pokazuje, że strajki byłby i po przejęciu władzy przez Solidarność, tyle że w 1982 miałyby o wiele większy rozmach, bo i rozczarowanie, że kraj nie stał się z miejsca krajem mlekiem i miodem płynącym byłoby większe. 

Dalsze wydarzenia pokazują nam również, że Wojciech Jaruzelski stał przed tragicznym wyborem. Ewidentnie bowiem był i jest człowiekiem, który dążył do uniezależnienia się Polski od ZSRR i przywrócenia demokracji. Dobrowolnie oddał władzę w 1989 skutecznie torpedując działania i pomysły betonu partyjnego, który był w stanie utrzymać władzę siłą. Cokolwiek mają do powiedzenia histerycy IPN i prawicowi politycy - to był realny scenariusz, któremu zapobiegł jeden człowiek.

Stan wojenny był niewątpliwie zły - pociągnął za sobą sporo ofiar. Wielu ludzi trafiło do ośrodków internowania (z wyjątkiem bardzo głośnego obecnie "bohatera" tych czasów). Ale też wielu zwyczajnych obywateli odczuło ulgę - panował spokój (cóż z tego, że martwy), spadła drobna przestępczość, a męczące strajki się skończyły. Wielokrotnie rozmawiałem z osobami, które przeżyły ten czas i wiele z nich właśnie ten aspekt podkreślało. A każda z tych osób była w owym czasie zwolennikiem lub członkiem Solidarności.

Stan wojenny okazał się być mniejszym złem. Zapobiegł nie tylko interwencji sojuszników, ale też kompletnemu rozkładowi gospodarki. Owszem, półki były puste, a za szynką czy cukrem trzeba było stać w dużych kolejkach, ale Polacy nie głodowali.

Zaś schłodzenie nastrojów bardzo się przydało po 1989 roku. Jakoś nikt nikogo nie wieszał, gdy już demokratyczna wówczas opozycja przejęła władzę. Ironią losu jest fakt, że ówcześni apologeci demokracji w XXI wieku robią wiele, by demokrację ograniczyć. Jedni niemal jawnie szykują się do przejęcia władzy siłą, a drudzy niemal jawnie planują wprowadzenie cenzury i już ograniczyli prawo do zgromadzeń publicznych.

Stan wojenny nie ma też jednej symboliki - dla jednych oznacza wielkie zło, dla innych mniejsze zło. Im dalej, tym bardziej ci pierwsi krytykują jego wprowadzenie i równocześnie szukają sposobu, by mieć taką władzę jak wtedy "Oni".

A obrońcami demokracji są teraz ci, którzy wtedy stali tam gdzie ZOMO. Historia chichocze ponuro.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Zachęcam do wzięcia udziału w debacie "Co symbolizuje stan wojenny".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Polityka