Dla przypomnienia osobom, które nie śledzą uważnie tego co się dzieje w Stanach. Ostatnie zamieszki na tle rasowym w Ferguson na przedmieściach St Louis (bardzo zacnym mieście na styku rzek Mississippi i Missouri) zostały spowodowanie zabiciem nieuzbrojonego murzyńskiego nastolatka przez białego policjanta. Oficjalna wersja policjanta i prokuratury jest taka, że nastolatek (Michael Brown; 18 lat, ale kawał chłopa - blisko 2 m wzrostu i 130 kg wagi) zaatakował policjanta z zamiarem wyszarpnięcia mu pistoletu. Policjant w obronie własnej strzelił kilka razy, śmiertelnie raniąc napastnika. Zeznania świadków są niespójne i niewiarygodne, dlatego dowody zebrane na miejscu zdarzenia i autopsja ciała ofiary są kluczowe by zweryfikować przebieg wydarzeń.
Brown miał trzy autopsje (wyniki ostatniej z nich przeprowadzonej przez władze federalne pozostają nieujawnione). Pierwsza była przeprowadzona przez miejscowego lekarza sądowego, ale wyniki pozostały w kartotekach policyjnych i ujrzały światło dzienne dopiero w ostatnich dniach. Okazało, się wtedy, że potwierdzają w 100% wersję policyjną; głownie to, że Brown zaatakował policjanta i sięgał po pistolet, kiedy tamten strzelił. Kluczowym dowodem na to były ślady prochu na rękach ofiary, co przeczy zeznaniom części świadków, że Brown miał ręce w podniesione do góry i/lub, że Brown uciekał i policjant strzelał w plecy.
Rodzina ofiary, nie znając wprawdzie oficjalnych wyników, ale już na starcie nieufna policji, postanowiła przeprowadzić „niezależną” autopsje i zaprosiła do jej przeprowadzenia dr Michaela Baden’a; czyli tego samego, którego zaprosiły Beata Gosiewska i Zuzanna Kurtyka (czytaj Macierewicz) by zrobił "prywatne" autopsje ekshumowanych śp. Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyka. Dr Baden to w przeszłości „chief medical examiner” (odpowiednik naszego lekarza sądowego) w Nowym Yorku. Badenowi towarzyszyła druga osoba przedstawiona jako profesor Shawn Parcells.
Wyniki tej „niezależnej” autopsji są diametralnie inne niż wyniki oficjalne. Dr Baden i profesor Parcells stwierdzili, że Brown był postrzelony przynajmniej 6 razy (w tym nie ma kontrowersji). Postrzały nie były śmiertelne z wyjątkiem dwóch ostatnich; jeden w czoło, a drugi w czubek głowy. Baden i Parcells nie znaleźli jakichkolwiek dowodów, że doszło do bójki między nastolatkiem i policjantem. Nie znaleziono prochu na rękach i ciele ofiary, co interpretowano, że ofiara była w dalszej odległości kiedy policjant strzelał. Ponadto profesor Parcells stwierdził, że rany potwierdzają zeznania świadka, że policjant strzelał, kiedy Brown był odwrócony do niego tyłem. Wyniki autopsji przeprowadzonej przez Badena i Parcellsa były pierwszymi i przez długi czas jedynymi dostępnymi publicznie. Bezpośrednio przyczyniły się do wyjścia ludzi na ulicę i zamieszek bo jednoznacznie wskazywały na winę policjanta. Zarówno Parcells jak i Baden udzielali licznych wywiadów w prasie i telewizji. Jedno ze zdjęć załączonych przeze mnie do tej notki to właśnie zeznania Parcellsa w obecności zasłuchanego Badena.
Wyniki oficjalnej sekcji zwłok ujawniono dopiero po tym jak sąd stwierdził, że policjant jest niewinny i działał w obronie własnej. Z uwagi na rozbieżności między wynikami oficjalnej i "prywatnej" autopsji, przyjrzano się bliżej pracy Badena i Parcells. Niestety, zrobiono to dopiero po zamieszkach. Okazuje się, że Parcells to nie żaden profesor i patolog, ale zwyczajny oszust. Parcells przedstawiał się w wywiadach i na konferencjach prasowych jako profesor Uniwersytetu Washburn w Topeka w stanie Kansas, profesor-adjunkt na Uniwersytecie Wichita State i Forensic Pathologist Assistant (Asystent Patologii Sądowej przychodzi mi do głowy jako w miarę wierne tłumaczenie). Podawał również, że ma tytuł magistra z Chiropractic College z Nowego Yorku. Wszystkie te informacje okazały się wyssane z palca. Stanowiska profesorskie są wymyślone, chociaż uniwersytety te faktycznie istnieje. Parcells nie ma magisterium, a tytuł Asystenta Patologii Sądowej w ogóle nie istnieje i został wymyślony przez Parcellsa. Kim w takim razie jest cały ten Parcells, hołubiony współpracownik Badena? Sprawa prosta - gość jest po prostu technikiem prosektoryjnym. Takim co w Polsce (i w Stanach również) myje zwłoki, pozszywa rozcięcia i przygotuje ciało do odbioru przez rodzinę. Raz zrobi to lepiej (szczególnie jak dostanie na pół litra), raz gorzej.
Kwestionuje się też - ale niestety dopiero teraz, kiedy przedmieścia St. Louis już spłonęły – sposób przeprowadzenia autopsji przez Parcella i Badena. Otóż pierwszy ciało "badał" Parcells, zrobił zdjęcia i ciało zabalsamował, niszcząc przy tym sporo potencjalnych dowodów. Baden przybył dopiero po kilku dniach, oglądnął zdjęcia i - najprawdopodobniej wyłącznie na podstawie zdjęć i bez przeprowadzenia samemu sekcji - wspólnie z Parcellsem wydal opinie o przebiegu wydarzeń. Opinię mylną, ale za to po myśli zleceniodawców. Autor tego bloga uważa taką wersję wydarzeń za wysoce prawdopodobną bo o katastrofie smoleńskiej Baden też wypowiadał się wyłącznie na podstawie zdjęć i na ich podstawie jednoznacznie i w licznych wywiadach opowiadał się za zamachem.
To, że Parcells to oszust to nie ulega wątpliwości. Pytanie jednak, co z Badenem, było nie było patologiem i lekarzem sądowym, który uczestniczył jako ekspert w szeregu głośnych procesach sądowych. Okazuje się, że koledzy po fachu mają o Badenie opinię jednoznaczną: kiedyś był poważanym patologiem, teraz sprzedaje swe usługi temu kto da więcej.
I tak smutno kończy sie saga Badena, kiedyś uznanego lekarza sądowego, który teraz współpracuje z oszustami i sam stał/staje się hochsztaplerem do wynajęcia przez tego kto zaproponuje wyższe honorarium. Na szczęście nie pozwolono mu dotknąć ciała nikogo kto zginął w Smoleńsku. Chwała za to Prokuraturze Wojskowej, którą prawicowi publicyści i salonowi blogerzy zmieszali wtedy z błotem za tą - jakże słuszną - decyzję.
Inne tematy w dziale Polityka