lexblue lexblue
191
BLOG

Mecenat literacko-kulturalny blogera i wydawcy w jednym

lexblue lexblue Kultura Obserwuj notkę 0

Ulubiony bloger s24, autor kilku zbiorów baśni i opowiadań, pochylił się wczoraj nad losem i marzeniami młodych pisarzy. Linku nie podaje bo chodzi mi nie o nazwiska, a bardziej o typ relacji między wydawcą i pisarzem, czy też jeszcze ogólniej - o relacje między przełożonym, a podwladnym. Temat jest mi bliski, dlatego przeczytałem* i polecam innym, ale sami musicie odszukać. Wspomniany bloger jest równocześnie wydawcą, czyli niewątpliwie właściwą osobą by pytać o radę. Taką, która poznała problem z dwóch stron - literata i wydawcy. Jak zwykle jednak co innego słowa i rady, a co innego własna praktyka. Żeby sprawę zilustrować przedstawię opowieść o trzech blogerach, z których pierwszy jest wspomnianym autorytetem, drugi jest zmarginalizowany tak przez życie jak i w tej notce, a trzeci jest aspirujących pisarzem.

Było sobie dwóch zasłużonych blogerów, którzy dokoptowali trzeciego, młodszego, ale o dobrych pomysłach i dużej łatwości pisania. Żeby nam się nie mieszali to nazwijmy ich C, O i młody K. Blogerzy C i O, ale szczególnie C inwestowali w młodego K. Zabierali go na dyskusje w klubach i pokazywali się razem na youtubie. Nakręcali mu bloga na s24. Inwestycja nie była całkiem bezinteresowna bo młody K miał napisać książkę o Koperniku, którą potem bloger/wydawca C miał sprzedawać. Młody K książki nie napisał, ale napisała ją jego żona. Wprawdzie nie o Koperniku, ale na tematy kulinarne, związane z jej blogiem. Bloger/wydawca C wie, że książki o różnorodnej tematyce są dobre dla interesów, a sprawy kulinarne są modne i na czasie. Dlatego książkę żony młodego K chętnie by sprzedawał u siebie. Reklama jest dźwignią handlu i bloger/wydawca C przy pomocy blogera O nakręcają kampanię by blog żony młodego K wygrał tytuł Bloga Roku w tej swojej nieco niszowej, ale przecież bardzo ważnej kategorii. Czytelnicy C&O stają na wysokości zadania, kampania się udaje, żona młodego K wygrywa i przekazuje parenaście książek do księgarni bogera/wydawcy C. Resztę woli sprzedać u siebie nie dzieląc się zyskiem.

Dochodzi do nieporozumień. Sprawa niedoszłej książki o Koperniku jest ciągle zadrą. W pewnym momencie pojawia się wpis blogera/wydawcy C. Jeżeli czyta ten mój dzisiejszy tekst ktoś kto chce wydać książkę niech się wczyta dokładnie jak wydawca zwraca się do "młodego pisarza" (pisownia oryginalna).

Powiem to jeszcze raz bo od czerwca minęło sporo czasu i mogliście zapomnieć co wtedy napisałem. Jeśli nie będziecie oboje prowadzić ciekawych blogów na salonie wasz poradnik (tzn. książka żony młodego K; przypis Lexblue) pójdzie na przemiał. Napisałeś tekst i nawet ci do łba nie przyszło, żeby przypomnieć o tym poradniku, który leży u mnie w sklepie. Czy wam się zdaje, że ja go będę sprzedawał sam, a wy w tym czasie będziecie pachnieć i się mądrzyć? To się nie uda. Po prostu. Nawet jeśli założymy, że ja porzucę wszelką inną aktywność poza promocją (tutaj tytuł książki). A jeśli się nie uda ty będziesz do końca życia zapierdalał na budowie u Niemca. Sprzedaż poradnika i prowadzenie bloga pozostają w związku ścisłym. Myślałem, że to jest prosta do zrozumienia kwestia, ale widać nie jest.”

Młody twórco i potencjalny pisarzu, przeczytaj ten akapit ponownie by wiedzieć co cię czeka. Nie słuchasz wydawcy to ten przeznaczy twoje książki na przemiał. Nie odstawi ich na półkę, nie odeśle do ciebie, nie podaruje znajomym i zainteresowanym; nie zrobi nic z tych rzeczy. Co zrobi – przeznaczy je na przemiał. A co zrobisz ty? Na pewno nie będziesz „pachnieć i się mądrzyć”. Będziesz - jak to określa wydawca – zapierdalał/a u Niemca. Cóż więc zrobił młody K w tej sytuacji? Podkulił ogon i przeprosił swojego wydawcę w taki oto piękny sposób (pisownia oryginalna, ale imiona wykropkowane):

..... wziąłeś 20 książek ... Powinienem skierować zainteresowanych do Twojej księgarni. Więc uzupełniam i kieruję we wpisie. Ludzie, kupujcie u ....., bo odda je na przemiał. A naprawdę byłoby żal”.

Ta pouczająca wymiana myśli miała miejsce już jakiś czas temu. Być może młody K dalej pracuje (tzn., „zapierdala”) u Niemca; nie znam jego losów, ale w każdym razie od roku nie prowadzi bloga na s24. Osobiście nie lubię i nie szanuję żadnego z tych blogerów - ani jednego, ani drugiego, ani trzeciego. Niemniej jednak opisałem tą historię bo ważny jest wniosek. Można zeszmacić człowieka w korporacji, ale jeszcze skuteczniej, bez oporów i kontroli robi się to w wąskim i niby przyjacielskim gronie. Żeby ten gnojący do końca poczuł swoją władzę i moc to szmacenie przeprowadza publicznie. A potem zostaje autorytetem.

*Przeczytałem tym uważniej, że tenże autor baśni i innych opowiadań kiedyś stwierdził, cytuje: "Lexblue na nasrane w głowie".

lexblue
O mnie lexblue

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura