Dzisiaj na swojej stronie i GW szykuje grunt pod rewolucję w światku kibicowskim. GW z radością donosi , że przełamany został monopol na doping prowadzony przez „kiboli” (wg GW) a zorganizowane grupy kibicowskie (wg mnie) Wisły Kraków – przy okazji dowiedzieć się można ,że „kibol” Wisły to ktoś kto zasiada na południowej trybunie stadionu (ciekawe – nie było jeszcze takiej „terytorialnej” definicji „kibola” do tej pory „kibol” był definiowany jako,że tak powiem, stan umysłu)http://wyborcza.pl/1,75248,9589511,Ekstraklasa__Kibole_na_Wisle_bez_monopolu.html
Niewątpliwie czasy gdy na stadionach pojawiali się tylko, lub w ogromnej większości, szalikowcy odchodzą do lamusa. Nowe stadiony przyciągają tych którzy do tej pory nie przychodzili na nie z obawy przed legendarnymi butelkami i kamieniami, które ponoć na każdym meczu spadały niczym deszcz meteorytów. Przybyli, zobaczyli, że nie pada i zostali (przynajmniej na najciekawsze mecze).Nie przesadzałbym jednak z ich zdolnością do samoorganizacji, a tej wymaga zorganizowany doping, który chcą prowadzić. Skąd te wnioski ? Kilka luźnych refleksji (od razu zastrzegam, że pisanych na gorąco i nieuporządkowanych)
1) mecze reprezentacji – odkąd mniej jest na nich kibiców klubowych ,a więcej piłkarskich „malyszofanów” doping zdechł – jedna przyśpiewka „Polska biało-czerwoni” i śpiewany co 15 min. hymn narodowy to żenada np. przy tym czego byłem świadkiem w wykonaniu Chorwatów w Klagenfurcie – klasa przez duże „K.” - urozmaicony, melodyjny doping i ogólna fiesta
2) próby przełamania niemego protestu na Legii w czasie konfliktu kibiców z ITI inicjowane na „Krytej” przez cześć fanów z sektorów od strony kanałku kończyły się na kilku „Legia, Legia” i tyle (no chyba, że Legia po kwadransie prowadziła 3-0 – wtedy doping utrzymywał się ciut dłużej ). Później zresztą okazało się, że część z „inicjujących” była pracownikami ITI – patent jak w „Skrzydlatych Świniach” - o tym filmie jeszcze wspomnę. Argument o strachu przed „kibolami” odpada, bo ze względu na budowę nowego stadionu i wyburzenie starej „Żylety” była ich wtedy na „Krytej” garstka i to pikniki były w przewadze.
3) Pamiętacie mecz Tottenham – Wisła na White Heart Line i zakrzyczane przez 3 tys Wiślaków jakieś 30 tys. fanów Spurs – taka jest cena za wyeliminowanie fanatyków – goście przyjeżdżają i czują się jak u siebie, bo klient (przepraszam – przedstawiciel klasy średniej która wymiotła z angielskich stadionów dotychczasowych widzów) nie po to płaci, żeby jeszcze dawać coś od siebie.
4) Topowe mecze- nie miejmy złudzeń- pikniki, które pojawiły się na meczu Wisły z Lechem nie przyjdą na mecz z Bełchatowem (bez urazy) czy np. na 2. rundę PP z jakimś przysłowiowym „pierdziszewem”, a przynajmniej nie takiej ilości , żeby „się organizować„ z dopingiem. Przykład – proszę bardzo – rewanżowy mecz Legii z Ruchem Chorzów w ¼ finału tegorocznych rozgrywek PP. Na trybunach okazała (choć już coraz mniej) jak na nasze warunki liczba 10 tys. ludzi. Tyle tylko, że z tego jakieś 7 tys. to „Żyleta” (czyli stosując definicję ”terytorialną„ - kibole, jakieś 300 – 500 osób z Chorzowa i pozostałe rozsypane po całym stadionie 2,5 tys. ludzi. Przy takiej strukturze kto miałby prowadzić ten doping, jeśli „Żyleta” by milczała – sektor rodzinny ?
http://wyborcza.pl/1,75248,9589804,Lis_o_Tusku__zakamuflowana_opcja_kibolsko__niemiecka.html


Komentarze
Pokaż komentarze (2)