0 obserwujących
8 notek
10k odsłon
1845 odsłon

Jak inwestować w sztukę? Wcale nie trzeba być bogatym

Jerzy Nowosielski "Statek niewolnic". foto. Desa Unicum
Jerzy Nowosielski "Statek niewolnic". foto. Desa Unicum
Wykop Skomentuj29

Ceny malarstwa współczesnego są jeszcze stosunkowo niskie, dlatego jest to dobry moment, by w nie zainwestować - nim będzie na to za późno i z obiegu znikną ciekawe obiekty.

Rynek sztuki nowoczesnej rozwija się w Polsce dynamicznie i na razie nic nie zapowiada, by miało się to zmienić. Oferta domów aukcyjnych i galerii jest zróżnicowana ze względu na ceny i potrzeby klientów. A ponieważ zainteresowanie sztuką współczesną jest zjawiskiem stosunkowo młodym, wciąż można znaleźć dobre, unikatowe prace mniej znanych artystów za przysłowiowe parę groszy.

Kilka lat temu na aukcji krakowskiego domu aukcyjnego i antykwariatu Nautilius pojawiły się rzadkie rysunki Edmunda Monsiela, zaliczanego do twórców tzw. art brut, które przy cenach wywoławczych 1,5 do 2 tys. zł wylicytowano między 13 a 27 tys. zł. Do walki o jego małoformatowe obrazki stanęła też spora grupa kolekcjonerów z zagranicy. Przykład ten z jednej strony potwierdza, że w Polsce można cały czas trafić na antykwaryczne perełki po rozsądnych cenach, a z drugiej, że polska sztuka wchodzi stopniowo w światowy obieg. A takie nazwiska jak Sasnal, Fangor, Szapocznikow czy Abakanowicz dobrze znane są uczestnikom zachodniego rynku dzieł sztuki.

image
Wilhelm Sasnal jest obecnie jednym z najlepiej znanych na świecie polskich artystów.

Kantor za grosze

Warto zauważyć, że 20 lat temu malarstwo współczesne znajdowało się poza rynkiem aukcyjno-antykwarycznym. Po prostu tak jakby nie istniało. Kolekcjonerzy z rozrzewnieniem wspominają pionierskie licytacje organizowane przez Agrę Art, która jako pierwsza zajęła się w roku 2000 tą dziewiczą częścią rynku. Prace Kantora, Jana Tarasina, Marii Jaremy, Tadeusza Brzozowskiego, Henryka Starzewskiego, nie przekraczały 20-30 tys. zł, z małymi wyjątkami jak Jerzy Nowosielski.

Od tamtej pory wiele się zmieniło, ceny wzrosły czterokrotnie. Do głosu doszło nowe pokolenie o mniej tradycyjnych gustach, którego wyobraźni nie poruszają akademicy, monachijczycy, a tym bardziej Kossaki. Poza tym w obrębie malarstwa dawnego maleje liczba obiektów klasy muzealnej. Jeszcze 6-7 lat temu stosunek sprzedaży sztuki dawnej do współczesnej wynosił 80 do 20 proc. Obecnie sztuka powojenna stała się integralną częścią obiegu i jej sprzedaż kształtuje się na poziomie 50 proc. wszystkich transakcji.

image
Obraz Marii Jaremy z cyklu Formy z 1957 roku na aukcji 2 lata temu sprzedano za 486 tys.zł. foto. Desa Unicum, 2016 rok

Obraz zamiast nowego telewizora

Antykwariusze twierdzą, że rodzimy rynek jest płytki, bo brakuje klientów. I głównym problemem nie jest wcale brak pieniędzy, ale niedostateczna świadomość i mało wyrafinowane potrzeby estetyczne. Wielu Polaków uważa otaczanie się obrazami za zbędny zbytek, a nie prestiż, który równocześnie może być długoterminową lokatą kapitału. Polacy mają dość konserwatywny gust i nie rozumieją sztuki współczesnej, która wymaga wiedzy i opatrzenia. Bo wbrew utopiom awangardy jest ona dziedziną elitarną. Środowisko znawców tworzy wokół niej niepotrzebną, moim zdaniem, aurę hermetyczności, co może odstraszać potencjalnych klientów.

Wykształcony znawca

Antykwariusze radzą, żeby kupować obiekty, które oprócz walorów inwestycyjnych zwyczajnie nam się podobają, czy w jakiś sposób poruszają. Ale żeby rozpocząć swoją przygodę ze sztuką, warto ją poznać i zrozumieć jej mechanizmy. Zdobywanie wiedzy, edukacja to pierwsze kroki na drodze potencjalnego kolekcjonera czy inwestora.

Piotr Bazylko, kolekcjoner i autor książki pt. „Przewodnik kolekcjonera sztuki najnowszej”, radzi zacząć od regularnego odwiedzania galerii, muzeów, czytania prasy i książek, czy zobaczenia, jak wyglądają aukcje. Ale przede wszystkim, jak twierdzi, nieocenione są rozmowy z galerzystami i ekspertami. To od nich możemy najwięcej dowiedzieć się na temat ciekawych artystek i artystów, trendów w sztuce. Warto brać też udział w takich wydarzeniach jak Warsaw Gallery Weekend, organizowany co roku we wrześniu przez warszawskie prywatne galerie. Można przyjść na Targi Sztuki w Arkadach Kubickiego, choć tu nie wszystkie galerie prezentują równy, dobry poziom.

image
Inwestowanie w sztukę wymaga wiedzy i regularnego odwiedzania wystaw.

Ryzykowna inwestycja

Zdaniem Macieja Gajewskiego z branżowego portalu Artinfo dobrym początkiem wejścia na rynek sztuki może stać się kupowanie obiektów na dość popularnych w Polsce aukcjach „Młodej sztuki”, gdzie prace wystawiają nieznani jeszcze artyści, zaraz po ASP. Te aukcje dają szansę nowej grupie klientów, polskiej klasie średniej.

- Młoda sztuka może być inwestycją, ale specyficznego typu. Długoterminową inwestycją jest inwestycja w każde dzieło sztuki (mówi się, że przynajmniej pięcioletnią). W przypadku sztuki młodej ma to zastosowanie chyba w jeszcze większym stopniu, bo część artystów dopiero zaczyna karierę. Mówi się, że inwestycja w młodą sztukę jest odpowiednikiem agresywnego inwestowania na rynku akcji (duże ryzyko w imię dużego potencjalnego zysku). Inwestorów przekonują często bardzo niskie ceny i dlatego są oni skłonni lokować pieniądze w prace artystów, którzy dopiero w przyszłości mogą stać się znani – tłumaczy Maciej Gajewski.

W Polsce rynek sztuki otwarty jest na nowych klientów i musi znaleźć do nich drogę. Hamulcem jest tu niska świadomość, a nie brak pieniędzy. A moment na inwestowanie jest idealny, gdyż rynek wciąż należy do kupującego, który ma spory wpływ na jego kształt i częściowo dyktuje warunki.

image
Fragment pracy Mateusza Maliborskiego, przedstawiciela tzw. młodej sztuki. Cena wywoławcza 500 zł. foto. Sopocki Dom Aukcyjny, 2018 rok



© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.



Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura