Czy Zespół Parlamentarny, pan Misiewicz, pan Sakiewicz czy może pan Gitis chcieli zarobić na publikacji "28 dni po Smoleńsku" to osobny problem. Dwa lata pracowano w Sejmie RP nad wyjaśnieniem katastrofy, która wciąż dla wielu jest tajemnicą, waga tego śledztwa jest więc niezaprzeczalnie duża. Dla jednych dystrybucja książki WYŁĄCZNIE jako towaru komercyjnego będzie czymś brzydkim i niemoralnym, dla innych zwykłą zapłatą za ogólnie podjęty trud. Tym bardziej, że książkę ostatecznie wycofano jako "niegotową" więc nikt nie zdążył na niej zarobić.
Tę kwestię, w mojej opinii, każdy powinien rozważyć samodzielnie, zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem przyzwoitości.
Moja uwagę zwróciło coś innego - mianowicie przyłapano kilka osób na kłamstwie. Kłamstwie tym bardziej widocznym, ze, niczym u Moliera, wypowiedzianym przez osoby cieszące się ogromnym (jeśli nie całkowitym) zaufaniem całkiem sporej rzeszy narodu.
Skłamał pan Macierewicz prezentując wydrukowaną książkę i informując, ze będzie ona dostępna po 20 sierpnia w księgarniach.
Pan Misiewicz w niezalezna.pl: "Ww. Raport do dnia dzisiejszego jest uzupełniany i trwają nad nim prace redakcyjne. Nie ma go więc na stronie internetowej, ani żadne wydawnictwo nie uzyskało zgody na jego publikację."
Skłamał pan Sakiewicz twierdząc, ze nie ma nic wspólnego z towarem oferowanym przez Księgarnię Gazety Polskiej mimo, że do książki dołączono płyty CD z materiałami z m.in. niezalezna.tv - organów ściśle związanych z panem redaktorem.
Skłamał pan Gitis mówiąc w gazeta.pl że książki nikomu nie sprzedał, bowiem fizycznie ona nie istnieje, kiedy o zakupie informował bloger Wywczas. Dodam w tym miejscu, że działo się to jeszcze wtedy, kiedy chciał jedynie zrobić "psikusa" i udostępnić raport w internecie tym wszystkim, których nie stać na zapłacenie 65 złotych. Nikt i nic nie zapowiadało konieczności wycofania książki a po zapewnieniach pana Macierewicza w materiale niezalezna.tv można było mieć pewnośc, że to oryginalna, skończona publikacja, oficjalnie dopuszczona do dystrybucji.
W dodatku pan Sakiewicz wczoraj w kilku miejscach wystosował tekst traktujący o swojej uczciwości, opowiadając o licznych poświęceniach, jakie stały się jego udziałem. W niniejszej notce zapewnił także, że nie jest już udziałowcem Wydawnictwa Rejtan, co być może niewiele znaczy, bowiem jeszcze we wczorajszym KRS widniał ten pan jako właściciel 55% udziałów. Pobieżna analiza każe przypuszczać, ze mógł je zbyć już po całej "aferze". Co ciekawe, jedynie w Salonie 24 można swobodnie skomentować ten artykuł, na rodzimych stronach tego pana działa bardzo solidna cenzura, która nie dopuściła mojej bardzo grzecznie wystosowanej prośby o wyjaśnienie całej "awantury", skoro zabrakło go w tekście głównym.
Nie tyle cała sprawa jest bulwersująca (choć lobby spółek byłych i obecnych pana Sakiewicza jest dość kontrowersyjne), ale sposób, w jaki kilka osób próbuje się z niej wytłumaczyć. I to osób, które za motto na swej stronie mają: "My informujemy, oni kłamią"...
I na koniec pytanie, zadane już w mniej grzecznym tonie:
"Dlaczego więc wydawnictwo Rejtan rozpoczęło masową sprzedaż materiału, co do którego publikacji żadne wydawnictwo nie uzyskało zgody? I dlaczego książka była dostępna w Księgarni Gazety Polskiej?"
Tekst pierwotnie (w skróconej wersji) ukazał się na blogu pani Leonardy Bukowskiej jako próba wyjasnienia jej wątpliwości w tej sprawie..




Komentarze
Pokaż komentarze (10)