Dziś w Wyborczej duży artykuł o Marwie El Sherbiny, Muzułmance zadźganej przez niemieckiego świra na sali sądowej. Kobieta wygrała proces o zniesławienie (pozwany zwymyślał ją od terrorystek), a w czasie apelacji pozwany rzucił się na nią i zabił ją. Dodatkowo niesamowicie sprawni niemieccy policjanci ciężko postrzelili męża ofiary, myląc go z napastnikiem. Sprawa potwornie przykra, bolesna i bardzo mało śmieszna. Znamienna jest reakcja ichnich mediów: cicha (w ogóle łatwo ją przeoczyć), rząd czeka na wyjaśnienie sprawy. Ot, umywamy ręce, nie ma tematu.
Tak wygląda dziś tolerancja w kraju nad Renem. Nic niezwykłego, wszyscy to wiedzą od dawna. To co mnie osobiście w całej sprawie dotknęło, to fakt, że niemieccy deputowani i radni jeżdżą sobie do nas na parady uczyć nas tolerancji, a także ze Strasburga tłumaczą nam jak bardzo jesteśmy nietolerancyjni. Ja bardzo przepraszam, ale kiedy ostatnio mieliśmy przykłady zabójstw na tle rasowym? Znani z antysemityzmu Polacy na razie na koncie mają dwa przypadki pobić Żydów, oba niemożebnie rozdmuchane i mazanie głupot na ścianach. To prawda, że wyzywa się czasem Murzynów na ulicy, i to bardzo źle. Ale niemiecki rasizm rozwija się i krzewi bujnie, sięga po władzę (na razie lokalnie). Ale to my jesteśmy oazą rasizmu, nietolerancji i ksenofobii. W naszym kraju nie jest idealnie, nie jest nawet bardzo dobrze. Ale na pewno nie jest tak źle jak w Niemczech. Dlatego proszę, niech tolerancji uczą mnie ludzie z krajów, w których nie zabija się za noszenie Hidżabu.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)