Wczorajsza bitwa o handel spowodowała imponującą polaryzację stanowisk - brat przeciw bratu, córka przeciw matce a kibice legii przeciw HGW. Słuchając argumentów obu stron doszedłem do wniosku że problem tkwi w tym, że argumenty mijają się, co pozwala stronom machać nimi w zacietrzewieniu godzinami.
Bo Mamy dwa problemy. Pierwszy to dość paskudny (inna sprawa że na tle stalinowskiego g*** trudno jest o coś naprawdę brzydkiego) blaszak, któremu kończy się dzierżawa. Nie powinno go tu być, to kiepska rzecz w centrum milionowego miasta. I rzeczywiście, to że pasuje kupcom tam zarabiać nie znaczy że to jest ich prawo - wszystkim pasuje tam zarabiać. I w tym sensie egzekucja była sensowna i konieczna.
Ale mamy drugi problem, który szczególnie Piskorskiemu i Hani jest obcy - problem targowisk i hal targowych w Warszawie. To nie jest tak, że jesteśmy więksi i nowocześniejsi niż Paryż czy Kolonia. Jeździłem dużo po Europie (i odrobinę poza nią) i wszystkie miasta mają duże targi i hale handlowe. Nie w samym centrum, ale w ważniejszych dzielnicach. Natomiast Warszawka jest takom metropoliom, że dla niej bazar to obraza.
Dlatego przeciwnicy eksmisji również maja rację, i nie chodzi o tych konkretnych kupców, ale o utrudnienia zakupów w ogóle. Mały, ludzki handel jest potrzebny. Nie chodzi tu wcale o tych konkretnych kupców, ale o to, że miasto pozoruje działania, a zamiast tego buduje nikomu niepotrzebne stadiony. Może nowy stadion legii ma być nowym Jarmarkiem Europa?
Platforma ma wizję miasta biznesowego - biurowce, knajpki z lunchem i sypialnie na obrzeżach. Zapominają, że miasto, które ma duszę to miasto w którym mogę koło domu kupić świeże pomidory, paprykę i marchewkę na swoje spaghetti. To miasto gdzie możliwe jest kupienie innego podkoszulka niż jeden (ale najmodniejszy) fason, na który jesteśmy skazani w galeriach handlowych. Ponadto pamiętajmy - nie każdy może kupować w Arkadii - nie wszyscy mają na to kasę. I ci co nie mają, zwykle nie mają też samochodu żeby na takie zakupy pojechać do Nadarzyna. Możemy pójść tropem Moskwy i wywalić ich wszystkich z miasta (wprowadzając np. miesięczną opłatę meldunkową), ale ja wolałbym żeby mieli możliwość kupienia czego potrzebują. Mnie oni nie brzydzą, ale czasem mam wrażenie że brzydzą Ratusz.
Duże powierzchnie handlowe powinny być budowane i zarządzane przez miasto. Cywilizowane bazary warzywne i hale handlowe trudno zostawić samym kupcom, dlatego że są ciałem zbiorowym a nie pojedynczą firmą. Ale właśnie na tym polega ich sens. Ale w takiej sytuacji gryzie mnie myśl brzydka (której już się wstydzę): prywatny biznesmen budujący centrum handlowe może załatwić różne rzeczy - negocjuje się z nim łatwo i konkretnie. Spółki kupieckie raczej dużo nie dadzą - trudno jest wytłumaczyć członkom że wybranie akurat tego wykonawcy, droższego o 30% jest konieczne by uzyskać pozwolenie na fiu-bździu. Podobnie spółce trudniej jest brutalnie 'dać w łapę', bo jej członkowie muszą o tym wiedzieć. To kiepski negocjator, trudno mu podjąć decyzję.
Miasto nawaliło, ale nie z eksmisją, tylko z wieloletnim, racjonalnym planem porządkowania i cywilizowania targowisk. Teraz ma problem, szkoda że ja razem z nim.
62
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (9)