Jest pewien gatunek ludzi, którzy doprowadzają mnie do nerwowego załamania. Mam na myśli ekologów, którzy nie posiedli zdolności rachowania ani rozumowania, natomiast posiedli zdolność wrzasku. Niestety, okazuje się że kiedy jeden z drugim eko-bęcwał próbuje swoich sił w rachunkach, to jest jeszcze gorzej.
Dziś komentarz w mojej ulubionej gazecie autorstwa nieocenionego Wajraka. Otóż nasz Wajrak nauczył się mnożenia i dzielenia i próbuje swoich sił w argumentacji matematycznej. Chodzi o tamę na Wiśle, na której ma stanąć nieduża elektrownia wodna. Nasz ekomłotek rzuca się nam tłumaczyć jak to zamiast 60MW z elektrowni wodnej za te same pieniądze można dostać przeszło 300MW z wiatrowej. Na papierze cacy, a w rzeczywistości?
Po pierwsze, panie Wajrak prąd z elektrowni wodnej jest nawet więcej niż pięć razy droższy niż taki z wiatrowej. Bo jest wtedy kiedy jest potrzebny, od zaraz, a prąd wiatrowy jest wtedy, kiedy wiatr zawieje. Ja wiem że pan Wajrak z elektryczności korzysta tylko jeśli za oknem wieje energetyzujący zefirek, ale nie wiem czy tak mają ochotę działać inne osoby w tym kraju. Przecież opłaca się budować nawet elektrownie szczytowo-pompowe, w których wodę wpompowuje się na górę, żeby móc odpowiednio szybko dostać prąd w razie potrzeby. Taka elektrownia jest akumulatorem, i to ze stratami, czyli oddaje mniej prądu niż pobiera. Czyli prąd z hydroelektrowni jest tak cenny, że opłaca się budować takie siłownie, o łącznej mocy ujemnej, ale tego oświecony ekofaszysta oczywiście nie wie. Do wiatraków natomiast państwo dopłaca, żeby się je w ogóle opłacało budować. Państwo, czyli my. Co znaczy ekosieroto, że koszt tej imprezy i tak dostaniesz do zapłacenia, w podobnych ratach.
Po drugie jak to wygląda w kwestii środowiska? Elektrownie wiatrowe dla mnie to koszmar, jedynie na szelfie mają jakiś sens. Bo to nie jest czysta energia, ale potwornie głośna i brzydka energia. To wielkie, stumetrowe słupy na których wiecznie klekoczą paskudne skrzydła. Każdy, kto jechał przez Niemcy, wiej jak nieprzyjemny to widok. Dodatkowo przypomnę panu Wajrakowi, że Polska jest jedną z ważniejszych tras migracji ptaków wędrownych, a duże turbiny kolidują z poziomami przelotów. Who cares, będzie więcej pasztetu, nie Wajrak?
Wyjrzyjmy za okno, przejdźmy się. Ładnie nas chłodzi równomierny, silny wiatr, prawda? Właśnie teraz, kiedy idzie najwięcej prądu, na klimatyzację niemal w każdym kiosku, u mnie nie wieje nic, a u was? A zimą, kiedy wszyscy grzeją, to co dzień wiatr jest taki silny, passat niemal, prawda? Polski klimat ma stabilne, silne wiatry (w zasadzie tylko silne) głównie jesienią i wiosną. Po prostu energia wiatrowa nie ma u nas sensu i tyle. Ale co to dla Wajraków różnej maści.
Jeszcze jeden argument mi się strasznie spodobał, że woda będzie spływać wolniej przez tamę, Wajrakowy zaiste. Jeśli przepływ przed tamą się nie zmieni (bo czemu ma się zmienić) a za tamą będzie wolniejszy, to wynika z tego że tama będzie wodę wypijać. No bo z góry spłynie ile płynęło, a dołem wypłynie mniej. Rozumiem że wodę będą pić dyżurne Wajraki, żeby udowodnić słuszność swojej tezy.
Weź się panie Wajrak za piesze wycieczki, bo zbawianie świata ci nie idzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)