Zabawny artykuł o filmiku 'Historia Kowalskich' trafił mi się w moim ulubionym
dzienniku opiniotwórczym. Szczerze mówiąc wynurzenia Cichego traktowałem z pewną rezerwą - musiał przecież zapłacić wpisowe (a i przy okazji odpłacić temu i tamtemu). Ale artykulik, choć krótki, w swej bezsilnej zjadliwości jest po prostu cudowną ilustracją tego, o czym Cichy mówił. Musi rechotać dziko i straszliwie w swym (opisywanym przez niedawnych przyjaciół) obłąkaniu.
Cały urok notatki - recenzji tkwi w tym, że cyngielek za wszelką cenę chce film zmieszać z błotem i zniszczyć, ale reżyser - cwana kanalia - nie dał jakoś punktu zaczepienia. Śliski film nie daje się oskarżyć o propagowanie fałszywego obrazu mniejszości żydowskiej czy jakiekolwiek głupie aluzje. Ale przecież zlecenie trzeba wykonać, więc autor artykuliku mimo wszystko atakuje nie szczędząc swej śmiertelnie ostrej stalówki (koniecznej, gdyż umysł Adasia Leszczyńskiego szczególnie ostry nie jest).
Więc w pocie czoła wymyślamy, co by tu zarzucić, żeby nie było wątpliwości, że film nie jest słuszny. Po pierwsze reżyser: producent "warto rozmawiać" - i wszystko wiadomo. Ale jakby mało było tego że ośmielił się zainwestować w Pospieszalskiego, to jeszcze 'wielokrotnie krytykował "Strach" Jana Tomasza Grossa'. Oj, przecież wszyscy wiedzą że ta książka to przecież majstersztyk historycznej rzetelności i każdy, kto ośmielił się nie podarować jej wszystkim znajomym na gwiazdkę, podejrzany jest co najmniej o negacjonizm (a może i kreacjonizm, a co, w Darwina pewnie też nie wierzy).
Po drugie w filmie nie o Jedwabnem nie mówi sie o Jedwabnem, co jest myślozbrodnią okropną. Bo przecież dla Adasia jest jasne, że chodzi o tylko o symetrię z Jedwabnem, a film jest tylko usprawiedliwieniem, "ćwiczeniem z polityki historycznej". Czasem mam wrażenie że gdyby nie odkryto Jedwabnego to redakcja z Czerskiej sama by spaliła kogoś, byle tylko mieć o czym nawijać. Reżyser o Jedwabnem za dużo nie wspomina, film takoż, ale w króciutkiej notce "Jedwabne" pojawia się pięć razy.
Po trzecie oczywiście film nie wgłębia się w historię międzywojennych relacji z Żydami, wspomina o nich zdawkowo. Nie dość potwornie odmalowuje prześladowania Żydów. Ani getta ławkowego, ani pogromu. A przecież wiadomo, że to były zasadnicze rozrywki polskiego chłopstwa, które Żydów jeśli ratowało - to tylko po to by ich gromić po wojnie w domowym zaciszu.
Teksty, takie jak ten czyta się dobrze, bo pokazują że nie chodzi ani o prawdę ani o fakty. I kiedy nie ma faktów, to się wymyśli. A jak nie, to wystarczy ogólnie powiedzieć że nie dość słusznie i już.


Komentarze
Pokaż komentarze