Gorące tematy:

4 obserwujących
19 notek
14k odsłon
105 odsłon

Chaotyczna gadanina

Wykop Skomentuj2

Obejrzałem właśnie program publicystyczny "Polityczna kawa" w TV Republika. Jest to program prowadzony przez Tomasza Sakiewicza, który zaprasza 3 dyskutantów i omawia z nimi aktualności polityczne i społeczne dziejące się w kraju jak i za granicą. Dzisiaj 31 marca udział w programie wzięli: red. Jacek Liziniewicz z "Gazety Polskiej",szefowa Klubu GPol z Piotrkowa Beata Dróżdż i Jakub Bierzyński doradca Biedronia z Wiosny, spec od marketingu. Poruszono trzy problemy. ACTA 2, strajk nauczycieli i elementy programu Wiosny. Treść dyskusji nie jest ważna, ale program Sakiewicza może tylko posłużyć jako przykład jak dziennikarze traktują widzów, uczestników swych programów i jak lansują się na ekranie, prowadząc programy publicystyki politycznej z udziałem polityków.

Przede wszystkim podstawowym błędem wszystkich programów tego typu, zarówno w TVP, jak i TVN i Polsacie oraz mniejszych stacjach (TVRep) jest dopuszczanie przez prowadzących do pyskówek między uczestnikami tychże. Dopuszczenie do sytuacji, kiedy dwóch czy trzech uczestników programów mówi równocześnie, powoduje, że meritum sprawy ginie w powstałym chaosie i widzowi trudno określić stanowiska reprezentowanych w programie partii czy ruchów politycznych, które uczestnicy dyskusji reprezentują. A przecież efektem programu publicystycznego powinno być uzyskanie przez WIDZA jasnej informacji, jakie jest stanowisko jednej czy drugiej partii w wobec istotnego problemu politycznego czy społecznego, konkretnego faktu, który miał miejsce w kraju czy za granicą, deklaracji ważnego polityka itp. Prowadzący nie dyscyplinują zaproszonych gości, pozwalają na przekrzykiwanie jednych przez drugich, bez ładu i składu. Efekt medialny takiego "starcia poglądów" jest żałosny. Widzowie otrzymują obraz kłótni z której nic nie wynika i potem mamy wielkie zdziwienie dziennikarzy reporterów jak pytają zwykłego człeka "na ulicy" z czym mu się kojarzy polityka - "A oni tylko się kłócą" słyszą w odpowiedzi.

Drugim "grzechem" prowadzących jest dopuszczanie do sytuacji, w której wypowiedź polityka uczestniczącego w programie jest zakłócana przez wtręty innego. Są to krótkie wypowiedzi: "Proszę nie kłamać", "To absurd", "Proszę się nie kompromitować", itp. To tradycyjnie używany sposób dla wypaczania sensu wypowiedzi kontr dyskutanta, zbijania z tropu, podważania używanej argumentacji, zakłócania logicznego ciągu wypowiedzi, czy dążenie do zwykłego przeszkadzania w wypowiedzi konkurenta. Prowadzący zbyt rzadko starają się powściągnąć takich niezdyscyplinowanych uczestników, a powinni w takich wypadkach wkraczać stanowczo, bo doskonale wiedzą, że w "szkoleniach medialnych" polityków, "instruktorzy" zalecają właśnie takie działania. Tolerowanie "przeszkadzaczy" powoduje, że rywalizacja na argumenty staje się nierówna, a korzyści odnosi ten uczestnik programu, który jest większym chamem. Niestety tak jest.

Trzecim "grzechem" prowadzących jest nadmierna aktywność i przerywanie ciągu wypowiedzi uczestników programu. Pada pytanie prowadzącego: "Proszę powiedzieć jaka jest stanowisko Pana partii wobec....?". Polityk odpowiada, a po paru zdaniach, prowadzący przerywa i mówi, "To ja dopytam..." (he, he, to tak, jakbyśmy w tej chwili słyszeli red. Rachonia) i wypowiedź jest zakłócona i czasem biegnie do pobocznych wątków. Często owo "dopytywanie" powoduje, że pointa wypowiedzi polityka jest "zjedzona" przez nadmiernie aktywnego prowadzącego. Nadaktywność jest bez sensu, a "dopytać" można po zakończeniu wypowiedzi polityka.

Kolejny "grzech" to gospodarowanie czasem przez prowadzących. Często się zdarza, że jednemu uczestnikowi pozwala się zabrać głos na minutę, a inny gada przez pięć. To jest raczej błąd techniczny, czasem prowadzącemu trudno "wyłączyć" polityka, który się rozgadał i nie zamierza przestać. Część z nich ma problemy z krótkim i jasnym przedstawieniem swych poglądów, część chce "zagadać" resztę towarzystwa, część żadnych poglądów nie ma i ględzi bez sensu. Prowadzący mają więc kłopoty z "materią" z którą mają do czynienia. Doradzałbym zakupienie małej klepsydry i usadzenie gadatliwych zapowiedzią: "A teraz wypowie się poseł z Nowoczesnej, ma Pan dwie minuty" - no i odwraca urządzenie, w którym zaczyna przesypywać się piasek. Klepsydra pomagałaby też uczestnikom programu w formułowaniu sensownej i krótkiej wypowiedzi.

Największym jednak "grzechem" niektórych prowadzących jest to, że uważają swój program za najlepsze miejsce do lansu własnej osoby. Napisałem "niektórych", ale dotyczy to wszystkich prowadzących, tylko w różnym stopniu. Ale wyraźnie widać, że np. Rachoń, czy Klarenbach starają się zdominować program, zarówno swoją osobowością, jak i presją wywieraną na uczestnikach. Inaczej prowadzi Ziemiec, Sakiewicz, czy Łaszcz a TVNu. Żaden/na z nich nie jednak przepuści okazji, aby błyskotliwie błysnąć najbłyskotliwszą inteligencją. Swoją, rzecz jasna. Uważają widać, że ich dowcipy, czy bon moty, są ozdobą ich programów, choć czasem pasują do tematu jak pięść do nosa.

W sumie więc programy publicystyczne z udziałem polityków prezentują poziom co najwyżej przeciętny, a czasem wręcz słaby. Fałszywie i śmiesznie brzmią więc opinie dziennikarzy, którzy narzekają, że społeczeństwo interesuje się polityką pobieżnie, ma kłopoty z określeniem celów narracji przedstawicieli obozu rządowego czy opozycji, nie ogarnia istoty problemów które zaistniały w przestrzeni publicznej, mylą polityków, partie polityczne ich stanowiska i ich działania. Panie i panowie dziennikarze. Proszę o więcej starań o skutecznie przybliżenie nam aktualnych zagadnień politycznych w kraju i zza granicy, bo jak to jest dziś w publicystyce politycznej to wszyscy wiemy. Jest hałaśliwie, chaotycznie, niejasno, jednym słowem - kiepsko.

No i cóż ma robić widz, który ma dość tego chaosu na ekranie? Sięgnie po pilota i przełączy na sport czy film. Młodsi zerkną do internetu. Fakt można tam znaleźć kompetentne notki czy komentarze, ale też bywa, że najbardziej rutynowani z rutynowanych blogerów piszą o polityce zwykłe kocopały. Zamiast pilota sięgamy wtedy po myszkę i dajemy "czerwoną łapkę". Niech ma! 

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura