"Od stycznia do września 2010 r. przybyło w Polsce 40 tys. urzędników.
Wzrost liczby urzędników nastąpił już po zapowiedzi premiera dotyczącej redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym. Ograniczanie etatów miało być jednym z działań oszczędnościowych wspierających walkę z deficytem budżetowym. Tymczasem zamiast ograniczenia liczby urzędników nastąpił wyraźny wzrost ich liczby."
Ale otóż właśnie dobrze się stało, że tak się stało jak się miało nie stać!
Przecież ci urzędnicy są potrzebni by walczyć z deficytem. Rząd sam nie da sobie rady z tak gigantyczną dziurą budżetową i musi mieć gotową na wszystko armię urzędników.
To już nie te czasy, gdzie wystarczył jeden liczyrzepa! Dzisiejsza rzeczywistość jest niesamowicie skomplikowana i sam minister Rostowski do spółki z Donaldem i Bonim tego nie ogarną (z całym szacunkiem). Nawet wsparcie wicepremiera Pawlaka i minister Fedak jest niewystarczające, chociaż... mocarne, bo i głowy tęgie nie od Prady...
Zapowiedzi redukcji były zbyt pochopne ale jak widać refluksja przyszła w porę i teraz już jakoś wspólnymi siłami uda się zrobić tak, żeby deficyt był dobry i w ogóle żeby było cudownie...
Bo cudowne bycie jest najważniejsze!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)