"Związki partnerskie to nie sprawa sumień, ale przywództwa w PO" - tak miał powiedzieć, według informacji TOK FM, Donald Tusk na wieczornym spotkaniu w Kancelarii Premiera. "Albo porozumienie w sprawie związków - albo konserwatyści wylecą z PO".
Nie PO raz pierwszy ma słuszną rację pan premier a z prawdą minął się ledwo o włos. On tak często ma rację, że z samej tylko tej racji już dawno POwinien być profesorem - na miarę profesora Bartoszewskiego!
I tak często mija się o włos, że z powodzeniem mógłby być fryzjerem. A jeśli nawet nie fryzjerem to już na pewno perukarzem tym bardziej, że i w Peru był i widział i Machu i Picchu i Titi i Caca i inne PO-kemony też.
Ma rację - to kwestia przywództwa co ma kształtować sumienia - gnieść siłą niewidzialną, aż was zjadacze chleba w aniołów przerobi (albo na macę).
I nie róbmy sztucznej afery, że tam jedna czy dwie kopy aniołów upadło i leży Jackiem-Vincentem-Plackiem. Czy się stoi czy się leży premia w Sejmie się należy.
Nie dziwi determinacja premiera Tuska w sprawie ostatecznego rozwiązania kwestii gejowskiej, wszak doświadczenia z najbliższego, pierwszego kręgu ma dość dramatyczne, więc musi mu leżeć toto na sercu a zwłaszcza na wątrobie.
Może dzięki ustawie uda się wprowadzić związki partnerskie w miejsce związków zawodowych? I powstrzymać mowę nienawiści tak, że gejowi nie będą już się lękać i nie będą się musieć ukrywać po lasach i zagejnikach?
Może dzięki temu w końcu dowiemy się całej, skrywanej dotąd prawdy o związku Michała Tuska z Józefem Bąkiem? Śmiało! Niech was zobaczą!
LINK: Czy PO stanie przed gejami otworem?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)