NFZ zamyka Polakom szlaban do leczenia za granicą - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Ministerstwo Zdrowia boi się o swój budżet i odmawia finansowania części usług medycznych, które miałyby być finansowane poza Polską.
Wszystko to dzieje się w kontekście mającej wejść w życie 25 października unijnej dyrektywy transgranicznej. Ma ona ułatwić Polakom leczenie poza krajem. W myśl dyrektywy będzie można leczyć się w dowolnym kraju UE, a NFZ zwróci nam pieniądze w takiej wysokości, w jakiej płacimy za dany zabieg w Polsce.
To jest bardzo ze wszech miar słuszna decyzja! W dodatku trefna i celna. I to wcale nie chodzi o kontekst finansowy, bo gdzie jak gdzie ale w NFZ pieniędzy się przecież nie liczy gdyż na drugiej szali mamy zdrowie a to jest przecież najcenniejsze. I ten tylko się zowie co się dowie. Cy cuś...
W tym przypadku chodzi o kontekst zdrowotny. W Polsce występują typowo polskie choroby na tyle specyficzne, że prawie nieznane zagranicznym felczerom. W Polsce występują choroby narodowe, które rozsławiają nasz kraj na morzach i oceanach wsród ostrowów, burzanów i kurhanów. Choroby na które zapada się w patriotycznym uniesieniu jak dał przykład Bonaparte gdy conieco miał zaparte.
Tym samym mamy też w Polsce najlepszych specjalistów, którzy co prawda chorób tych nie leczą (bo to dobro narodowe) ale przynajmniej rozumieją i wspierają dzielnie. Nie można więc lekką ręką zezwolić, by obywatele wywozili naszą specyfikę za granicę w sposób chaotyczny, niezorganizowany i bez zezwolenia władz.
Aby nie być gołowąsęm, gołodupcem, gołosłownym pokrótce przedstawiamy listę typowych polskich schorzeń:
- zatrucie bigosem - każdego prędzej czy później dopadnie, nawet prezyd'ę'ta,
- zapalenie goleni - mylnie nazwane chorobą filipińską,
- obietnica wyborcza amnezyjna - prawdopodobnie spowodowana nadmierną ekspozycją na azbest w gmachu parlamentu,
- słowotok - znany też jako niesiolica szczawiowa (łac. niesiolicius scavianus raptus),
- kleptomania zegarczana - natarczywa potrzeba zbierania zegarków; prawdopodobnie choroba zawleczona do Polski z oddziałami Armii Czerwonej,
- hipermania gigawielkości - znana też jako syndrom Kołodki,
- schizofrenia prezydencka - czyli nastawienie do życia na zasadzie "za a nawet przeciw",
- atrofia mimiczna - znana też jako porażenie nerwu Pawlaka,
- buuulimia - czyli chorobliwe tycie na diecie poselskiej (vide Kalisz),
- afiliacja wodzowska - pierwszy raz opisana na klinicznym przykładzie p. Mariusza Bł.
- ichtiofobia dorszowa - lęk przed wydawaniem pieniędzy na rybę ze szczególnym uwzględnieniem dorsza, exemplum: J. Pitera
- wiatrowe rozszczepienie osobowości i w ogóle problem z gazami - casus Józefa Bąka,
- bule beznadzieine - o różnym natężeniu z powodu promieniowania z żyrandola,
- pomroczność jasna - potrzebne dalsze badania,
- agorafobia - paniczny lęk przed Adamem Michnikiem,
- syndrom PO-rodowy - chorobliwe wstępowanie do partii całych rodzin i klanów,
- rostoviscydoza - niemożność samodzielnego podejmowania decyzji, uzależnienie od doradców,
- mileriada tremens - wstydliwa przypadłość, gdy mężczyzny nie można poznać po tym jak kończy,
- kiszczakówka przewlekła - wyparcie z pamięci, negacja najbliższej rodziny - głównie wujka,
- latyzm lub kręcinizm - maniakalna potrzeba działania bez działania, działaczyzm, dziełownictwo, dziełorództwo
- grockizm - płciowa odmiana schozofrenii prezydenckiej,
- zespół magdalenki - upośledzone potomstwo (bękarty) powstałe w wyniku lewicowego chowu wsobnego komunistów i "laickiej opozycji demokratycznej".
- eurofiloculia biedrończana - znana też jako paradyzm równości,
- uległość jedwabna - ciągła potrzeba przepraszania gudłajów wszelakich.
Czy wobec tak mnogiej liczby specyficznych schorzeń można mieć jeszcze wątpliwości co do złożoności zagadnienia? Wątpimy, że poza Polską jest jakiś lekarz, który dałby sobie radę z takim ogromem patologii. Na to to nawet Doktor House nie pomoże.
LINK: Straż Graniczna nie będzie wypuszczać kaszlących


Komentarze
Pokaż komentarze (9)