Jak miecz nad głową Damoklesa, wisi nad Polską decyzja UE w sprawie dalszych losów polskich stoczni. Wróbelki na dachach (nie tylko w Brukseli) ćwierkają, że będzie to decyzja negatywna (jak wiadomo, cudotwórcza siła obecnej ekipy jest ograniczona do naszego polskiego podwórka). Jarosław Kaczyński tych wróbelków uważnie słucha (vide przemówienie w Gdańsku) i zacierając ręce przygotowuje swoja „rewolucję“ na październik.
Mam nadzieję, (jestem głęboko przekonany), że pan premier Tusk (jako historyk powinien dokładnie znać przebieg (KOLEJNOŚĆ!!!) wydarzeń w Rosji w 1917 roku) wyciąga własciwe wnioski i też przekłada z „wróbelkowego“ na nasze. Jestem spokojny, że rząd ma gotowy plan-receptę i w odpowiednim momencie wyciągnie jak z rekawa odpowiedź na pytanie - co dalej, co w miejsce stoczni.
Jeżeli nie, to sorry, ale czarno widzę.
Ani 80, ani nawet 800 czy 80 tysięcy projektów posła Palikota nic tu nie pomoże. To, że ludzie wyjdą na ulicę to pewne (takiej OKAZJI Kaczyński i związki zawodowe raczej nie zmarnują) – pytanie tylko – ILU ich będzie.
Ropniaki i „Węzły gordyjskie“ się tnie. Mam nadzieję, ze Tusk weźmie przykład z Aleksandra Wielkiego (Macedończyka nie Filipińczyka ;–)) i stanie na wysokości zadania. W innym przypadku może podzielić los „Chama“ z „Wesela“.
Rock’n’roll


Komentarze
Pokaż komentarze (13)