Dawno dawno temu, w czasach gdy Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej, śp. Jan Tadeusz Stanisławski postawił w ramach radiowych wykładów z "mniemanologii stosowanej" równie genialną co bezsensowną tezę „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia“. Jak Polska długa i szeroka, młodzi i starzy śmiali się do rozpuku, zapominając na chwilę szarość codzienności i równie surrealną rzeczywistość. Rzeczywistość równie „realną“ jak wykłady Stanisławskiego i skecze Monty Pythona. Lub może odwrotnie?
Minęły dekady, dawno prysł czar realnego socjalizmu, Stanisławski w proch się obraca, Monty Python zazielenia patyną, a Polacy znów się kulają ze śmiechu. Bo oto samo życie i nasi milusińscy z pałaców, dając głębokiego nura w dadaistyczne otchłanie, serwują nam z całą powagą swoich urzędów i z wysokości wodzowskich stołków tytułową tezę „O wyższości balu w operze nad prywatką u Bolka“. Lub odwrotnie. Jak kto woli i jak komu wygodnie. Cały sens bezsensu polega na tym, że można jak kota ogonem odwracać, a przy okazji wszystkie pytania zaspokoić i wszystkim dogodzić ;–)
Jak w lunaparkowym, krzywym zwierciadle co z karła – wielkoluda, z grubasa – chudzielca, a z pajaca – mędrca.
Ślepcy! Sami skazują się, nie tyle na pożałowanie i litość, co na śmieszność. Śmiejąc się z polityków i z drących przy okazji łachy dziennikarzy i blogerów pozdrawiam z przymrużeniem oka ale od serca, czyli serdecznie - it´s only rock’n‘roll


Komentarze
Pokaż komentarze (15)