Tekst Zbigniewa Kuźmiuka natchnął mnie do napisania tego postu.
Pan Zbigniew oburza się, że rząd Tuska (którego nie popieram I krytykuję) śmie coś zmieniać w systemie rent i w wysokości zasiłków pogrzebowych.
1. Zasiłki
Szczerze mówiąc nie sądziłem, że zasiłki pogrzebowe w Polsce są aż tak duże. 6000 zł to sporo pieniędzy I nie chce mi się wierzyć, że koszty pogrzebów są aż tak wielkie. Oczywiście niektórych pogrzebów mogą być nawet większe, jak ktoś ma fantazję to pewnie 10 razy tyle by wydał. Ale dlaczego ja mam za to płacić?
Do tych kosztów dochodzą koszty w postaci gruntów, na których powstają cmentarze. Mam wrażenie, że cmentarz koło Obornik Śląskich jest już dziś największym "osiedlem" w tej miejscowości (oczywiście pod względem powierzchni).
Moja propozycja jest następująca. Zrezygnować z zasiłków pogrzebowych w ogóle.
Państwo (samorządy) powinny wybudować krematoria i za darmo w tych krematoriach kremować zwłoki oddając rodzinom urny z prochami, ewentualnie oferując umieszczenie ich na cmentarzu (w ścianie z tablicą). Finito.
Krematoria powinny odbierać zwłoki a kasa na kremację i transport powinna pochodzić z budżetu samorządu, na którego terenie mieszkał (lub płacił podatki) nieboszczyk. Krematorium obciąża rachunkiem samorząd. Oczywiście na ten cel Samorząd powinien dostawać jakiś procent z podatku dochodowego więcej (lub kawałek procenta) od państwa. Da się to policzyć. Samorząd będzie mógł sobie zbudować krematorium lub korzystać z krematorium innego samorządu. W zależności, co im się opłaca bardziej (transport czy inwestycja).
Cmentarze będą dzięki temu małe. Jak rodzina chce normalnego pochówku, i normalnego cmentarza to proszę bardzo. Ale za własne pieniądze. Wtedy mogą dostać na ten cel tyle ile kosztowałoby rozwiązanie standardowe.
Nie wiem dokładnie, jakie to koszty, ale sądzę, że zamiast 6000 czy 4500 cały pogrzeb kosztowałby podatników 1500 zł.
2. Renty. Jestem tu znacznie bliższy myśli p. Kuźmiuka. Renta jest rodzajem świadczenia UBEZPIECZENIOWEGO. System emerytalny nie jest UBEZPIECZENIEM (mimo że obsługiwany przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych). Ubezpieczenie (w podstawowej formie – nie mówię o polisach inwestycyjnych) to taka umowa, w której ubezpieczony płaci składkę ubezpieczeniową a ubezpieczający wypłaca odszkodowanie określone w umowie. Przykładowo. Za wpłatę 500 zł miesięcznie otrzymujesz w razie uznania niezdolności do pracy 2000 zł renty. Ubezpieczenie rentowe jest strasznie drogie z jednaj strony a z drugiej konieczne nie tylko z punktu widzenia ubezpieczonego, ale też innych obywateli. Nie zgadzam się tu z liberałami (nie takimi jak PO tylko takimi jak UPR), że powinno być dobrowolne. Jako obywatel nie chcę żyć w kraju, w którym dzieci przymierają głodem, bo ich rodzice byli głupi i się nie ubezpieczyli.
Ponieważ ubezpieczenie rentowe jest drogie i obowiązkowe to być może powinno być dotowane przez państwo (wolałbym nie, ale…) czyli do ubezpieczalni wybranej oczywiście przez ubezpieczonego powinna trafiać kasa z jego składki rentowej (jak teraz trafia do OFE, tylko cała) i ewentualnie jakaś dopłata od Państwa. Ponieważ istnieje pojęcie renty minimalnej to dopłata państwowa powinna być taka by łączna składka zapewniała minimalną rentę.
Można by w ten system wmontować ponadto uzależnienie renty od liczby osób w rodzinie pozostających na utrzymaniu ubezpieczonego. Zwłaszcza w przypadku rent wypadkowych. Sądzę np., że 500 zł na każde dziecko mogłoby spowodować, że renciści niezdolni z powodu kalectwa do wykonywania pracy mogliby zająć się wychowywaniem większej liczby dzieci. Mieli byśmy przy tej okazji realizowany prorodzinny cel polityki państwa a renciści niepracujący zawodowo pracowaliby na przyszłość narodu w inny sposób.
Propozycje obecnego rządu idą w dość dziwnym kierunku. Oznaczają one, że jeśli osoba podejmująca pracę po kilku latach ulega wypadkowi jej renta jest minimalna, czyli głodowa. Przecież nie o to chodzi w ubezpieczeniu rentowym!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)