W kraju uznawanym przez nas za ojczysty, przez innych za obcy, dziwny i tajemny zwykło się uważać, że cichość, pokora są skuteczną receptą na zwyczajową zawiłość egzystencji, że te przymioty, przez niektórych uznawane jednak za przywary, niczym pancerz wybronią nas przed zawsze czujnym i krytycznym spojrzeniem „bliźnich” oraz pozwolą anonimowo i bezboleśnie przeczołgać się przez codzienność do bram oczekującego z anielską cierpliwością Końca.
I tacy w swej narodowej stadności: skromniepolscy, ze spuszczonymi głowami, z wpisaną w nasz sztandar górnolotną powagą zżymamy się urbi et orbi, że przedstawiciele tej samej rasy, reprezentujący jednak zupełnie inną cywilizację (wyspiarską) i kulturę (imperialną) potrafią emanować gromką, nieokiełznaną radością, niejednokrotnie dopuszczając się przy tym czynów w naszych oczach nie licujących z godnością istoty ludzkiej, spośród których warto nadmienić moim zdaniem całkiem nieszkodliwy, rzadko przez nas praktykowany proces publicznego eksponowania najbardziej intymnych części ciała, co w Królewskim Stołecznym Mieście Krakowie niejednokrotnie zostało odnotowane przez wietrzących najtańszych sensacji żurnalistów oraz poddane represjom przez organa ścigania oraz wyższe instancje.
Widziałem: tytanów pracy z Zagwazdranic, Zaskórniaków, Grzęgobyłtów, Warszaw, Krakowów, Wrocławiów i Łodziów w pubach i klubach na egzotycznym Soho, w nierzadko podejrzanych spelunach na Latimer Road, Greenwich i Finsbury, wciśniętych pomiędzy kibiców Chelsea i Arsenalu, Charlton Athletic i Wimbledonu, wtłoczonych w samych siebie i nieśmiertelną debatę o sprawach „najwyższej wagi”, nierozwiązywalnie polskich; wielmożnych panów w różnym wieku wynoszących się na szczyty knajpianej retoryki, przy której sensowność wypowiedzi niektórych pretendujących do miana intelektualisty celebrytów wydawała się nieść mądrości na miarę Bhagawadgity; paniczów z pogardą absorbujących zwyczajowy harmider brytyjskich lokali, z każdym łykiem piwa, z każdą kolejką z błogością zamawianej wódki opuszczających głowę niżej i niżej, aż w końcu niknących w tym opuszczaniu, dla których szczytem wieczornej rozrywki było oplucie szyby mijanego samochodu, bądź umajona szeregiem trudnych do powtórzenia inwektyw z trudem wybełkotana zaczepka adresowana do osoby reprezentującej płeć od nich odmienną.
Zaprawdę powiadam: ukazujcie swoje zadki, Wyspiarze, ich imperialno-królewską bielą wypalajcie wzrok ludu polskiego oraz innych, podobnych nam ludów, bowiem my – z właściwą nam skromnością, ze wzrokiem wbitym w ziemię, skoncentrowani na stawianiu pomników kolejnym tragediom narodowym, na manifestacyjnej celebracji nieszczęść i niepowodzeń, na pieniaczym dyskredytowaniu osiągnięć sąsiada – i tak tego nie dostrzeżemy.
Weekendową porą, spadkobiercy kolonialnych tradycji, przebierajcie się w stroje najdziwniejsze i najradośniejsze, nam pozostawiając jednokolorowe worki pokutnicze oraz przywoływane przy wysokoprocentowym alkoholu wspomnienia świetlanych, mieniących się legendami czasów, kiedy to mieczykiem, dziś wyszczerbionym i pordzewiałym, próbowaliśmy wyrąbać sobie przestrzeń życiową od morza do morza w imię Boga i Ojczyzny.
A my, wznośmy się na szczyty naszego bohaterstwa i biel najbardziej prywatnych części ciała, wszystkich tych zapadni i narośli marzących o byciu docenionym, wypinajmy do w Chinach wyprodukowanych aparatów fotograficznych i w odwadze niekwestionowanej publikujmy je na przeciążonych serwerach portali z anonsami towarzyskimi licząc, że intymność nasza znajdzie poklask u osób pragnących notorycznie się nią dzielić.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)