Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
123
BLOG

Zdecydowane prawo do ruchomości

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 I te twarze…

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Pożegnanie Jesieni

 

 

Dość często i z wielką przyjemnością przywołuję na myśl niewielkiego Belga z jajowatą głową i wielkimi, starannie pielęgnowanymi wąsami, jedną z bardziej wyrazistych postaci w historii literatury rozrywkowej, który zwykł mawiać, że tylko porządek i metoda wprowadzone w życie przy pomocy szarych komórek pozwolą osiągnąć sukces w reprezentowanej przez niego dziedzinie oraz z całą pewnością w innych dziedzinach.

 

Miłośnik symetrii o nienagannych manierach, kulinarny smakosz oraz wytrawny, wieczny cudzoziemiec na gościnnej dla niego ziemi brytyjskiej, detektyw Hercules Poirot, który nabrał należnych mu rozmiarów we wspaniałej wyobraźni równie wytwornej Agathy Christie, we wszystkich niemal powieściach przedstawiony, jako osoba już starsza zmaga się nieodmiennie z problemem degeneracji obyczajów, przy czym należy zaznaczyć, że za proces ten odpowiedzialni są w głównej mierze ludzie młodzi w swojej hałaśliwości i pstrokaciźnie odróżniający się od błyskotliwego łowcy morderców. Nie miała pojęcia nieszczęsna powieściopisarka urodzona w 1890 roku – a zatem w świetlanych latach epoki wiktoriańskiej – o babach i chłopach polskich.

Podczas niedawnych, prawdziwie wiosennych zakupów w jednym z francuskich hipermarketów w Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie, przyjmując rzeczywistość w całej jej naturalnej, komplikującej się niezmiennie krasie, akceptując człowieka wraz z jego ułomnościami i zaniedbaniami także i mnie, grzesznikowi, nieobcymi, wpatrzyłem się w czerwieniejące owoce winogron przybyłe wprost z odległego od Polski Chile. Czując niemal w najdalszych swych głębiach trud tamtejszego rolnika dbającego o owoc pracy swojej, szum chilijskich wiatrów pieszczących ciągnące się kilometrami okazałe plantacje, dostrzegłem dwie baby o twarzach nalanych i naznaczonych piętnem marazmu i utyskiwania, które obrzydliwie upiorne w swoje babiości pulchnymi paluchami pomniejszały stoisko z czerwonymi winogronami z naprawdę dalekiego kraju, grono czerwone po gronie ładując w wyrazistą, przejmującą lękiem i niezmierzoną głębię pysków swoich. Chwilę później jeszcze dwie kolejne baby podpatrzyłem i chłopa jednego z drugim o twarzach przetrąconych fioletem, jak łapami obmacywali niegdysiejszą chilijską, a obecnie francuską własność i najwyraźniej skuszeni jej obfitością konsumowali ją, gromkimi głosami wyrażając zadowolenie i sytość, sytości francuskiemu właścicielowi zajmowanych przez nich ruchomości zdecydowanie odmawiając.

I tak patrząc na mieszające się ze sobą fiolet i czerwień, tęskniąc do oczekującego mnie z cierpliwością na zewnątrz sklepu słońca i w iście poirotowskim stylu strzepując niewidzialny pył z marynarki, ponownie zwróciłem się w myślach do małego Belga o jajowatej głowie, który koegzystować musiał z jakże radykalizującym się z upływem czasu stosunkiem Agathy Christie do ludzi młodych, do młodości, jako takiej, od zawsze niezdyscyplinowanej, żądnej przygód i wrażeń, domagającej się nieustannego ruchu i niezmiennie próbującej udowodnić światu ludzi dojrzalszych, że prowadzona przez nich egzystencja jest zatrzymaniem się w miejscu, zupełnie niedorzecznym w kontekście perspektyw rozwoju i samorealizacji. Ale przecież, szepnąłem do siebie, dlaczego młodość tak skutecznie zniesmacza dojrzałość, skoro z dojrzałości bezpośrednio wyrasta, dojrzałością nasiąka, dojrzałość powiela, aby finalnie w dojrzałość się przemianować…  

Ruszyłem wolno do wyjścia i wciąż do siebie przemawiając, pozwoliłem objąć się unicestwiającemu demony wiosennemu słońcu, a wszystko inne zgasło, jak co wieczór ta żółta kula nad nami, która kiedyś zgaśnie na zawsze.   

 

slawomir-luczak.eu

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości