Filmowy sezon letni, podobnie, jak i inne sezony rozpocząć można na wiele sposobów, przy czym warto byłoby nadmienić, że lżejsze będą miały znaczną i odczuwalną przewagę nad cięższymi. Poza tym należy uwzględnić, że lekkość przypisana trzem letnim miesiącom w swoim czasie ulegnie ciężkości miesięcy jesienno-zimowych, kiedy to ponownie przemówią skomplikowani bohaterowie umoczeni w egzystencjalnych zawiłościach przepijanych wysokoprocentowym alkoholem, moralnych dylematach kradnących resztki złudzeń i trudnych wyborach determinujących całe ich przyszłe życie.
Dziś chciałoby się nadmienić o konsekwencji reżysera, który spod malowniczych i górzystych Termopil, gdzie legendarnych trzystu spartańskich wojowników pod wodzą Leonidasa po natarciu swych ciał oliwą broniło się przed nieprzebranym mrowiem wojsk prowadzonych przez Ksereksesa I, aby finalnie zostać zdradzonym i usuniętym z życiowej rozgrywki, a następnie, jak sam Leonidas na rozkaz perskiego władcy sprofanowanym, pozbawionym głowy i powieszonym na krzyżu, przeniósł widzów do hermetycznego świata szpitala psychiatrycznego, gdzie rozdzielając czerń codziennej prozy barwną kreską fantazji głównej bohaterki oszołomił widza wcale nie tanim efekciarstwem i rozmachem.
„Sucker Punch”, najświeższe dzieło Zacka Snydera, reżysera widowiskowych „Trzystu” również i z niejakim powodzeniem pretendować może do miana wizualnego fajerwerku przy scenariuszu z pewnością pisanym w miesiącach letnich, bądź po prostu w samym sercu tętniącego lekkością Los Angeles, gdzie jesienno-zimowa ciężkość, o której już się tu cośkolwiek bąknęło, pojawia się wyłącznie w filmowym atelier przy nieskromnym udziale licznej ekipy technicznej. A film traktuje o przyjaźni, siostrzeństwie, zdolności do poświęcenia i lobotomii, na nią to bowiem została skazana główna bohaterka filmu Baby Doll (Emilly Browning) w wyniku podstępnego działania nie wzbudzającego sympatii ojczyma. Wyrok ma zostać wykonany w posępnym, budzącym lęk szpitalu psychiatrycznym zarządzanym przez doktor psychiatrii reprezentującą polską jej szkołę dr Verę Gorski (Carla Gugino) oraz skorumpowanego pielęgniarza Blue Jonesa (Oscar Isaac).
Jeśli film, podobnie jak zresztą literatura, jest ułudą i chwilami nieśmiało pretenduje do życia, życiem prawdziwym nigdy jednak nie będąc, tak „Sucker Punch” jest obrazem od początku do końca wyśnionym przy pomocy najnowszej technologii i nieograniczonej wyobraźni jego twórców, filmem typowo rozrywkowym, mającym jedno proste zadanie: oszołomić widza bogactwem komputerowo wygenerowanych plenerów, umiejętnie dobraną muzyką oraz mocno erotyzującymi kostiumami głównych bohaterek mierzących się z siłami ciemności w najróżniejszych sceneriach, spośród których moim oczom specjalnie przypadły do gustu okopy i transzeje rodem z I Wojny Światowej.
Uwielbiam kino, które nie boi się śmieszności, a o nią bezpośrednio się ocierając, broni się swoim nieograniczeniem i głośno całym sobą przemawia: jestem magią w czystej formie i tak należy mnie traktować, magią, gdzie smoki i rycerze kłębią się gdzieś pomiędzy wyskakującymi z samolotu wojowniczkami z grubymi giwerami, a napędzani parowymi silnikami niemieccy żołnierze zombi zdążają na ich widok wyszczekać sakramentalne donnerwetter (czy coś tam), po czym skoszeni wystrzałami padają efektownie, aby zostać natychmiast zastąpieni przez odpowiednio przygotowanych do padnięcia zmienników. Admiruję filmowców potrafiących umiejętnie i z gracją bawić się w kino, dając wyraźny komunikat, że naczelnym źródłem ich inspiracji są ozdobione tekstowymi dymkami opowieści nazywane komiksami, a miąższ scenariusza stanowi po raz milionowy obrabiana walka dobra ze złem, przy czym dobro jest wyłącznie bielą, zło czernią, a wielokolorowa reszta tłem dla zachodzących wydarzeń.
156
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)