Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
154
BLOG

Niezwyczajność bytu

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

Czasami jedno zdarzenie potrafi wpłynąć na losy grupy ludzi, którzy brnąc przez codzienność ze wszystkimi jej przymiotami zmuszeni zostają do wikłania się w nie zawsze pożądane perypetie. Tak dzieje się w tureckim obrazie „Trzy małpy” przy niemałym udziale pewnego polityka, Serveta, wplątującego swojego szofera, Eyupa, ojca Ismaela i męża Hcer, w awanturę mogącą w istotny sposób nadszarpnąć jego wizerunek przed zbliżającymi się wyborami. I wszystko się zmienia: machina przeznaczenia (a właściwie: przeznaczeń) zostaje uruchomiona, a jej druzgocąca precyzja na zawsze odmienia losy bohaterów.
Produkcja wyreżyserowana przez Nuriego Bilge Ceylana emanuje ciszą, nie taką jednak, jaka kojarzy się zwykle z tym pojęciem, lecz ciszą hałaśliwą, wyolbrzymioną przez brak muzyki i wielokrotne pauzy w dialogach, pauzy podbijające znaczenie wcześniej wypowiedzianych słów, sprawiające, że szept jest krzykiem, a krzyk niemalże trudnym do zniesienia wynaturzeniem.
„Trzy małpy” to historia pewnej kobiecości, męskości i młodzieńczości kłębiących się w ramach jednej, niezamożnej rodziny, to opowieść o pojęciach jakże silnie ze sobą związanych: namiętności, zdradzie i zbrodni rozgrywająca się w scenerii Stambułu, przy czym warto nadmienić, że najczęściej jest on reprezentowany przez wnętrze domu oraz Morze Marmara, w które wpatrują się oszołomieni nieuchronnością zdarzeń bohaterowie, jakby w jego falach pragnęli odnaleźć odpowiedź na dręczące pytania, jednak fale w swych odwiecznych strukturach przynoszą jedynie szum, a ten, jakby wiedział, że jest podsłuchiwany, potęguje tęsknoty i poczucie egzystencjalnego zaszczucia.
Jest w „Trzech małpach” pełno zwyczajności przemianowywanej dzięki wrażliwości reżysera w godną podziwu, monumentalną niezwykłość sprawiającą, że leniwie tocząca się akcja, gdzie pot bohaterów miesza się z ich łzami, krwią i celebracją rutynowych czynności nazywanych przez medycynę (i nie tylko) podtrzymywaniem funkcji życiowych, sprowokować może do pobiegnięcia, pojechania, polecenia nad najbliżej położone morze, aby tam, w samotności, podobnie jak bohaterowie filmu, spróbować dostrzec coś, czego prawdopodobnie dostrzec się nie da: wytęsknioną i odwiecznie poszukiwaną chimerę zdradzającą rzekomo tajniki sensu istnienia.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura