Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
439
BLOG

Oblężona mniejszość

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

 
Był sobie raz król Jan bez Ziemi, który w 1215 pod przymusem najwyraźniej niezadowolonych baronów podpisał Wielką Kartę Swobód (Magna Charta Libertatum) gwarantującą m.in. nienaruszalność majątków, zakazującą więzienia, bądź karania wolnego człowieka bez wyroku sądowego i możliwość wystąpienia przeciw królowi, jeśli ten złamie jej postanowienia.
Było raz sobie Rochester wraz ze swoim owianym licznymi legendami zamkiem kontrolującym dostęp do całej Brytanii, gdzie w swoim czasie – jak powiedział wiele lat później i całkiem zresztą słusznie, choć zupełnie o innych wydarzeniach człowiek niewysokiego wzrostu o wyraźnie zaznaczonym na twarzy zamiłowaniu do niegazowanych napojów wysokoprocentowych – „nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele nielicznym”, przez co można też rozumieć wyjątkowy opór garstki obrońców Rochester przeciwko Janowi bez Ziemi, który w pewnym momencie swojego życia zrozumiał, że Karta Swobód podpisana pod przymusem przeczy jego definicji wolności i ruszył z licznym wojskiem przekonać baronów, że lepiej żyło się im bez Karty, a teraz dodatkowo lepiej żyć się im będzie bez rąk i nóg, których zamierzał ich pozbawić w ramach królewskiej sprawiedliwości.
Człowiek, udowodnił to już przecież wiele razy, jest w stanie wytrzymać wiele, choć należałoby podkreślić, że istnieli, istnieją i będą istnieć tacy, co zniosą jeszcze więcej, a do tej kategorii można zaliczyć owianych nieśmiertelną chwałą obrońców warownego zamku, których tyranizujący władca nie zmorzył ni miotającymi głazy i ogień katapultami, machinami oblężniczymi, ni głodem i w pewnym momencie niemalże już wygranego oblężenia musiał przyznać się do swojej porażki, w czym dobitnie pomogło mu oczekiwane przez ledwo zipiących obrońców wojsko francuskie przybyłe w celu rozwiązania wewnętrznego brytyjskiego konfliktu.
Byli raz sobie zaprawieni w walce Templariusze znani z żarliwej wiary w swojego Boga i brawurowych wyczynów dokonywanych w Ziemi Świętej pod wpływem religijnych objawień i nie tylko oraz spektakularnego i zagadkowego końca ich wzbudzającego wiele kontrowersji Zakonu, a bohaterskość jednego z nich na tle ciężkich, choć z pewnością barwnych dni zamku w Rochester przedstawił przy pomocy znanych sobie technik reżyser wiadomej narodowości, Jonathan English, dzięki czemu aktor James Purefoy – znany też widzom z całkiem niedawnej adaptacji literatury Roberta Erwina Howarda, amerykańskiego pisarza, który w wieku zaledwie trzydziestu lat na wieść o matce pogrążonej w wywołanej gruźlicą śpiączce, wypalił sobie w łeb z pożyczonej broni, choć, należy przyznać, we własnym samochodzie – mógł mieczem odrąbywać członki wrogów i wierzyć, że pomimo ewidentnego bezsensu krwawej jatki, po latach ktoś odnajdzie w niej sens.

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura