Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
132
BLOG

Europejsko-amerykańskie studium ciszy

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że człowiek jest najpiękniejszy, kiedy marzy. Dziś jednak wiem, że piękny jest też, kiedy jedzie niezależnie od tego, w którą ten pęd ma prowadzić stronę, bowiem ruch jest manifestacją życia i witalności, bezruch zaś zdaje się być przypisany marazmowi i śmierci, choć nie należy zapominać, że z ruchu bezpośrednio się wywodzi, że ruchem jest podszyty i w niego, chcąc czy nie, na mocy elementarnych praw tego świata, ponownie się przetransformuje, aby później...
Kiedy zrozumiałem, że europejskość Nicolasa Windinga Refna, reżysera jednej z najznamienitszych trylogii w historii („Pusher”) połączyła się z hollywoodzką wizją kina żądnych przede wszystkim zysków producentów, zadałem samemu sobie kilka pytań, a potem pozwoliłem obrazom i dźwiękom udzielić mi wszelkich wyczerpujących odpowiedzi, a kiedy te mówić skończyły, wiedziałem już wystarczająco wiele.
„Drive”, pomimo ryku samochodowych silników, jest filmem ciszy, bowiem to właśnie w jej świecie egzystuje główny bohater (Ryan Gosling), uwikłany w samego siebie, pracę w warsztacie, kaskaderskie wyczyny na planie filmowym, wyścigi legalne oraz te, w których legalność firmowana jest wyłącznie przez ścigających stróżów prawa, a nad całą resztą, przez co rozumieć należy ściganych reprezentowanych przez typów na tylnym siedzeniu samochodu powożonych przez drivera, ciąży porażające widmo kodeksu karnego oraz innych kodeksów, bo to nie przez pizzerie wynajmowany jest „na robotę” kierowca, lecz przez ludzi, którzy będąc ich właścicielami w ramach ugrzecznionej pozy i szeroko pojętego kamuflażu zajmują się tym, z czym przeciętny kierownik sprzedaży i najzwyklejszy pizzer mają do czynienia podczas wolnych weekendów wciśnięci w fotel jednego z multipleksów.
Cisza ta jednak jest specyficzna, umajona oniryczną muzyką, bogactwem świata wewnętrznego głównego bohatera oraz jego efemeryczną tajemniczością emanującą z niego niemalże w każdej scenie. Ale w ciszę coś się wdziera, hałaśliwość jakaś, choć paradoksalnie równie cicha, jak główny bohater, a jednak w swej kobiecości, bo kobieta owym hałasem, niezwykle głośna… i nic nie jest już takie jak dawniej.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości