Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
140
BLOG

Rządy zwierzęcej ręki

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

Każda opowieść ma swój początek, przypominają slogany reklamujące filmowe produkcje i jakkolwiek wiele spektakularnie promowanych początków wartych było wyłącznie końca, tak Geneza Planety Małp z precyzją wykreowaną przez dobrze opłaconych i chwilowo nie strajkujących scenarzystów (Amanda Silver, Rick Jaffa) opowiada dynamiczną historię wyjaśniającą wiele nie tylko żądnym wyjaśnień entuzjastom cyklu.
Podczas projekcji zapytałem cicho i chyba zupełnie niepotrzebnie czy w tym atrakcyjnym wizualnie obrazie rozchodzi się o głębsze treści, a jestem wielkim przeciwnikiem wynajdowania ich tam – tym zajmują się akademicy – gdzie istnieje tylko prawdopodobieństwo, że na moment się pojawiają czy po prostu tylko o to, aby utrwalić sobie w pamięci, iż jeden ponadprzeciętny naczelny może narobić nam, zdobywcom Kosmosu, uzdrawiaczom i prestidigatorom, szamanom i szarlatanom, potępionym i potępiającym, sporo zamętu.
Chwilę później znów siebie zapytałem: na jakie ty głębsze treści polujesz w leniwe niedzielne popołudnie, kiedy przeciążony umysł domaga się czarno-białej opowieści, w której dobro o nieskazitelnej twarzy początkowo ulega kaprawemu złu, aby finalnie zatriumfować w towarzystwie końcowych napisów i wpadającej w ucho muzyczki; jakim to wzniosłym ideom chcesz się zawierzyć, skoro siódmego dnia…
Mimo swej niekwestionowanej familijności Geneza Planety Małp przemyca morał, a nawet kilka morałów wynikających choćby z niezawoalowanej krytyki ambitnych naukowców próbujących bawić się w Boga, co podobno zarezerwowane jest wyłącznie dla istot boskich, bądź za boskie się uznających (Juliusz Cezar) czy za boskie uznanych (długo by wymieniać), a także z klarownego stwierdzenia, że człowiek, w istocie bydlę nie mniejsze niż jedna wydawałoby się głupia małpa z drugą, w swoich nierzadko sięgających odległych planet ambicjach zapomina, że umiar istnieje po to, aby go respektować, a nie podważać jego święty autorytet i zatracać się w bezmiarach, bowiem zagrożenie przyjść może właśnie z nich pod najmniej spodziewaną postacią, w tym wypadku w „osobie” owianego milionami legend, a dopiero co wspomnianego Boskiego Juliusza Cezara. Na jego to bowiem cześć zostaje nazwany szympans odgrywający istotną rolę w tytułowej Genezie, w formowaniu się społeczności ssaków o czterech chwytnych kończynach i podobnie jak swój ludzki i wydawałoby potężniejszy protoplasta władzę sprawuję łapą twardą, ale i sprawiedliwą zyskując sobie mir wśród nawet najbardziej niezdyscyplinowanych towarzyszy.
A potem, jak to zwykle bywa, następuję punkt kulminacyjny oraz coś na kształt szczęśliwego zakończenia mąconego ponurą świadomością rychłego upadku cywilizacji istot używających kilku procent swojego mózgu o dwóch kończynach chwytnych, upadku, przez niektórych niecierpliwie wypatrywanego. Koniecznie w 3D.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura