W obrębie wielkich aglomeracji dostrzega się zazwyczaj to, co pragnie się widzieć. Reszta jest zaledwie tłem. Lądującą w koszu pocztówką. Prześwietlonym zdjęciem. Doskonale wie o tym Ibrahim zarabiający na ulicach Teheranu przy pomocy pożyczonego od lokalnego watażki niemowlęcia skutecznie wzbudzającego litość mieszkańców stolicy Iranu dotujących go całkiem szczodrze i pozwalających zachować nadzieję, że uda mu się zapewnić należyty byt spodziewającej się dziecka żonie.
Sytuacja komplikuje się, kiedy niemowlę znika, a stojący na bakier z literą prawa oraz z innymi literami przedsiębiorca zaczyna domagać się spłaty długu…
Potomkowie dawnych dumnych perskich wojowników, Ibrahim wraz z żoną i przyjaciółmi przemierzają wielkomiejskie szlaki w poszukiwaniu rozwiązania coraz bardziej komplikującej się przeciwności losu. Stanowią monolit. Krzyczą całym sobą, że w rozpadającym się świecie istot poruszających się w pozycji pionowej jedność z taką łatwością opiewana w liryce i pieśniach, trudna i zmuszająca do wyrzeczeń w przestrzeni rzeczywistych wrażeń, niezbędna jest na równi z tlenem.
Admiruję kino irańskie za niewymuszoną naturalność i bezpretensjonalną lekkość przy jednoczesnej ciężkości opowiadanych historii zmierzających najczęściej do tragicznego finału, lekkość wyrażaną w dialogach prostych, żeby nie powiedzieć: prostodusznych i naiwnych.
Doceniam bliskowschodnie spojrzenie na miłość pozbawione wielkich słów, patetycznych zapewnień i coraz śmielszego prezentowania dwóch nagich ciał próbujących naiwnie i przy pomocy w istocie prostych czynności nadinterpretować, że Eros silniejszy jest niż Tanatos.
Podziwiam jedność wobec groźnych spiętrzeń rzeczywistości mogących nawet trwale przeskalować to, co zwykło uważać się za najcenniejsze: jedność jakby zanikającą wśród europejczyków nastawionych przy pomocy „fachowych” podręczników oraz „psychoanalizy” na kultywację ego, na czynność wymagającą niemałej wprawy, która winna być udziałem naprawdę nielicznych jednostek ku oczywistej chwale gatunku ludzkiego oraz innych gatunków ze specjalnym uwzględnieniem psów, kotów, ptaków, znienawidzonych szczurów (obrona szczura = Szczurzyca G. Grass) i coraz popularniejszych wśród rodzimych hodowców boa dusicieli zgwałconych i ciągle gwałconych przez noworoczne petardy dostarczające w swoich spektakularnych wybuchach kilku sekund zapomnienia.
Stwierdzam: koniecznie!



Komentarze
Pokaż komentarze