Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
409
BLOG

"Nie chcę mieć dzieci w tym zasranym świecie"!

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

Niektórzy pragną mieć dzieci i uparcie wierzą, że czynność ta (posiadanie) pchnie ich los na właściwe tory, a sens życia, ten, którego odnaleźć nie potrafili wcześniej, zagwarantują instytucje i podpisane w urzędzie papiery umajone okazałymi pieczęciami przydającymi im niezbędnej ważności. Inni twardo wybierają siebie, mówią o poszerzaniu horyzontów, podróżach do nikąd i o dzieciach wolą myśleć w kategoriach przyszłych wojskowych broniących Fortecy Europy przed arabskim fundamentalizmem. Są też tacy, którzy potomstwa mieć nie powinni pod groźbą kary, co najmniej pozbawienia wolności oraz innych, bardziej wyrafinowanych kar.
Taki jest właśnie Leo (Kim Bodnia), chłopak obnoszącej się z początkową fazą ciąży Louise, przyszły szwagier Louisa, kumpel żyjącego w świecie filmów Lenny’ego (Mads Mikkelsen) pracującego wspólnie z Kitjo (Zlatko Buric) w wypożyczalni kaset video. Leo wykrzykując "nie chcę mieć dzieci w tym zasranym świecie!" w dość niecodzienny sposób rezygnuje z ojcostwa ściągając na siebie gniew brata swojej dziewczyny, aby ostatecznie…
W amerykańskim kinie rodzina jest najważniejsza i jakiekolwiek razy by na nią nie spadły i tak odrodzi się pod trzepoczącą dumnie na wietrze flagą, a płyny bebiko będą rozkosznie wlewane w paszcze najmniejszych przez opromienione szczęściem inteligentne ssaki, które po zakończonych spektakularnym sukcesem zmaganiach ze Złem zawierzą się szczęśliwemu zakończeniu, podniosłej muzyczce oraz napisom końcowym.
W kinie europejskim z 1999 roku, w poczet którego niewątpliwie wchodzi dzieło Bleeder Nicolasa Windinga Refna aktualnie pobierającego wynagrodzenie w amerykańskiej walucie nie ma dzieci, choć przecież mają być, bo często o nich mowa, a jeśli pojawiają się epizodycznie u bohaterów filmu wzbudzają zarówno zachwyt, jak i głęboki i chyba najwyraźniej przemyślany niesmak.
Budulcem Bleedera jest niepokój, wstręt przed światem oraz wymigujący się od rzeczywistości, od bycia mężem, ojcem, trybem w maszynerii bohaterowie szukający azylu w świecie filmów nie zawsze pierwszej jakości, nie potrafiący rozmawiać o niczym innym, jak o ruchomym obrazach, poruszający się po omacku wśród ludzi mających problemy nawet nie ze zrozumieniem ich sposobu postrzegania istnienia, lecz z próbą zrozumienia.
Oprócz tych ciemności Nicolas Winding Refn lekką ręką kreśli nieporadne, ale jakże przy tym urokliwe i oferujące nadzieję uczucie pomiędzy potrafiącym na jednym oddechu wyliczyć bodaj wszystkich reżyserów świata Lennym oraz nudzącą się w barze szybkiej obsługi Leą, dla której świat wykreowany dzięki wyobraźni pisarzy reprezentowany przez nieograniczoność i dowolność zasługuje na miano znacznie ciekawszego od tego, w jakim przyszło się jej obracać, zawężonego przez ladę, klientów i cheeseburgera z frytkami.
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura