Śmierć jest koniecznością, jednak śmierć powołana niejako z urzędu, w dodatku śmierć na łamach, w obliczu kamer, celebrowana na milionach telewizorów, nabiera trudnego do zaakceptowania wymiaru.
Igrzyska są niezbędne. Bez nich chleb smakowałby inaczej, a szarość zwyczajowo przypisana codzienności, szarość nieprzecinana salwami śmiechu i ekscytacji wynikającymi z podglądania rywalizacji i zmagań, mogłaby wprawić w groźne dla dalszego rozwoju gatunku otępienie.
Walkę o przetrwanie wpisaną mamy w krwiobieg. Z pewnością nie jest to już ta sama walka, którą praktykowali brodząc po kolana w jerozolimskiej krwi rycerze pierwszej krucjaty z dumającym nad ideą założenia Zakonu na Świątynnym Wzgórzu Hugonem de Payens, jednak może i przez to znacznie bardziej bezkompromisowa, prowadzona nierzadko w białych rękawiczkach, z pozornym uśmiechem podszytym cynicznym jadem zdolnym unicestwić każdego, kto nie posiada odpowiedniego antidotum.
Przestrzeń zagospodarowana w Igrzyskach Śmierci z jednej strony tętni życiem, choć życie to jest nieustannie zagrożone przez sam fakt uczestniczenia w zawodach organizowanych przez totalitarny rząd w ramach odwetu za niegdysiejsze nieposłuszeństwo 12 Dystryktów, zdolnością do poświęcenia i zawziętością właściwą prawdziwym herosom, z drugiej pustką i zautomatyzowaniem mieszkańców stolicy, wytrenowanymi uśmiechami telewizyjnego guru istniejącego tylko i wyłącznie po to, aby podobać się sobie i jakby przy okazji rozentuzjazmowanemu motłochowi domagającemu się w swoim odwiecznym prawie kolejnej ofiary z krwi, a ta leje się obfitym strumieniem.
Z dwudziestu czterech trybutów wyłonionych drogą losowania z 12 Dystryktów Igrzyska Głodowe przeżyć może tylko jeden…
Igrzyska Śmierci to coś znacznie więcej, niż naładowana akcją amerykańska produkcja, tak przynajmniej pragnąłbym uważać: to obraz człowieka dręczonego pustką i nijakością domagającego się permanentnych igrzysk, ceremonii otwarcia i plotek z nimi związanych na którymkolwiek z pięciuset kanałów telewizji cyfrowej. To portret społeczeństwa kompletnego, skutecznie rozdzielonego na lepszych i gorszych, przy czym na uwagę zasługuje fakt, że ci drudzy mogą stać się pierwszymi.
Jeśli przeżyją.



Komentarze
Pokaż komentarze