Miał Gnejusz Marcjusz zwany później na cześć dokonanych na Wolskach rzezi i masakr Koriolanem apetyt nie tylko na władzę. Od lat młodzieńczych nauczony przez matkę kultu krwi i walki dla dobra Rzymu, dostrzegał wyłącznie przez siebie stawiane cele, a że przy okazji pracowały one dla narodu, chwała niech będzie Marsowi.
Rozrosła się w Gnejuszu Marcjuszu Koriolanie monumentalna nienawiść do Aufidiusza (historia mówi o Tullusie Atiuszu), głównodowodzącego Wolsków, którego armię mający śmierć we krwi Rzymianin pobijał wielokrotnie, nie mogąc jednakże wydrzeć ostatniego tchnienia z gardła śmiertelnego wroga.
Zapragnął Gnejusz Marcjusz Koriolan uzyskać tytuł Konsula, jednak jego nieskrywana niechęć do mającego oddać mu swoje głosy motłochu odwiecznie wyczekującego na pojawienie się kolejnego złotoustego hochsztaplera zdolnego opanować jego nieokiełznanie i dzięki jego sile wznieść się na wyżyny plus zręczne intrygi Trybunów Ludowych, przyczyniły się do jego nieodwołalnego upadku.
I tak oto został bohater narodowy banitą. Co zrobił? To, co nadmiernej ambicji ludzie władzy. Zginął. Najpierw jednak poszedł do tego, którego nienawidził, Aufidiusza, aby z nim na czele wielkiej armii ruszyć przeciw tym, którzy odebrali mu godność, nie znajdując jednak sposobu, aby odrzeć go z dumy.
Słyszałem już niejednokrotnie złośliwe głosy, że jeśli nie ma się wiele, lub po prostu: nic do powiedzenia w świecie ruchomych obrazów podpartych dźwiękiem, adaptuje się Szekspira. Ta krzywdząca opinia z pewnością wielu przypasuje do reżyserskiego debiutu Ralpha Fiennesa, który obsadzając się w roli charyzmatycznego, zimnokrwistego i dumnego Gnejusza Marcjusza i powierzając rolę Aufidiusza Gerardowi Butlerowi zaprezentował dwugodzinne, uniwersalne ponad wszelką wątpliwość studium ludzi ogarniętych żądzą władzy, dla jej zdobycia gotowych do każdego z możliwych, a nawet niemożliwych posunięć.
Koriolan skutecznie demonstruje niezmienność ludzkich postaw w zaspokajaniu własnych ambicji przy pomocy wielkich i wielokrotnie nadużywanych słów („narodowe dobro”, „wspólne cele”, etc) smakujących dziś niemalże jak reklamowy bełkot („gratis”, „dwa w cenie jednego”) oraz udowadnia, że demokracja najlepiej służy obeznanym z rządzącymi nią prawami.
„Zupełnie jak za Borgiów”, podsumował pewne negocjacje w trzeciej części Ojca Chrzestnego Michael Corleone przemawiający głosem Ala Pacino, choć gdyby budzące niegdyś wielką trwogę nazwisko jednego z barwniejszych zawiadowców Watykanu i Świata zastąpić nieugiętym wojownikiem, który ostatecznie na widok łez matczynych ugiął się, by zginąć, Gnejuszem Marcjuszem Koriolanem, różnicy prawdopodobnie nie byłoby żadnej.



Komentarze
Pokaż komentarze