Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
171
BLOG

„Demokracja” : „Terroryści” 1:1

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 1


Przedstawiający w sposób głośny, żeby nie powiedzieć: krzykliwy problemy związane z inwazją na Irak podejrzewany o wszystko, o co tylko kraj arabski można tylko podejrzewać, Route Irish zawsze wnikliwego i nie bojącego się trudnych pytań Kena Loacha skłania do głębszej zadumy niż początkowo mogłoby się to wydawać.
Film będący międzynarodową koprodukcją przedstawia dzieje Fergusa, byłego żołnierza sił specjalnych zatrudnianego niegdyś przez uwikłany w wojnę rząd, a także byłego najemnika znajdującego się na liście płac potężnej firmy ochroniarskiej świadczącej usługi każdemu, kto gotów jest zapłacić kwoty, jakich zazwyczaj nie znajduje się na ulicy.
Przy pomocy znanych sobie metod Fergus próbuje rozwiązać przyczyny śmierci przyjaciela, Frankiego, który zginął w samochodzie przemierzającym tytułową Route Irish nazywaną„najniebezpieczniejszą drogę świata" prowadzącą z bagdadzkiego lotniska do Green Zone. Śmierć pozornie oczywista nagle obnaża wiele faktów domagających się pozostania w cieniu…
Podczas prywatnego dochodzenia Frankie oprócz rutynowych czynności oddaje się także wspomnieniom. Opowieści, którymi karmi żonę zabitego przyjaciela tzw. opinia publiczna mogłaby uznać za „wstrząsające i podważające sens wszystkich militarnych operacji w Iraku”.
Były żołnierz opowiada z wywołującymi dreszcze detalami o torturach, jakim poddawani byli nawet nie wzbudzający podejrzeń cywile przez niektórych sadystycznych żołdaków* i w pewnym momencie wyznaje:„nic nie znajdowaliśmy w tych domach. Wcześniej ci ludzie nie mieli niczego wspólnego z Al-Kaidą. Po naszej wizycie na pewno zaczęli ich wspierać”.
Ken Loach nie byłby jednak sobą, gdyby tych żołnierskich wspominek nie zrównoważył zupełnie innymi wypowiedziami Frankiego doskonale wywiązującymi się z roli nadania filmowi możliwie jak najbardziej obiektywnego wymiaru.
Świat gładkich przemówień lubuje się w patetyzowaniu rzeczywistości obsadzając pole stworzonej przez siebie walki przez „żołnierzy wolności” oraz „przeżartych radykalizmem terrorystów”. Świat ludzi przeciętnych karmiony gładkością przyjmuje ją najczęściej za coś naturalnego i oczywistego. Dzieci grając w Medal of Honor zabijają „prawdziwych wrogów” podobnie jak ich ojcowie w rzeczywistości… Czarne jest czarne, białe pozostaje białym.
Czyżby?
Czy nieposkromiona siła nakazująca od wieków jednemu narodowi wkraczać na terytorium drugiego zostanie kiedyś zmieniona na siłę jej przeciwną, dyktującą zająć się uprawą roli na ziemi własnej? Nie znajdując odpowiedzi na dość w istocie naiwnie postawione pytanie, pamiętam, że zawsze przecież istnieć będą „mordercy demokracji”, „zdecydowani na wszystko terroryści”, zawsze gdzieś znajdzie się jakiś kraj do odbudowania, przetransformowania. W imię Wolności, Równości, Braterstwa. W imię 9.11., Nagasaki i Hiroszimy…

* Route Irish to produkcja z 2010 roku, ale już przecież wcześniej do mediów przeciekały informację o tego typu incydentach, które doczekały się również swojego filmowego zobrazowania. Np. brytyjski Mark of Cain.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura