Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
138
BLOG

Zdelegalizowany marsz ku odzyskaniu szczęścia

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

 
Savages. Niektórych ludzi nie da się określić inaczej, szczególnie, jeśli należą do meksykańskiego kartelu, nieobca im sztuka zręcznej i masowej dekapitacji, najwyższą wartością jest zieleń amerykańskiego papieru wartościowego oraz niezłomne przekonane, że zwierzę tkwiące w każdym człowieku musi wziąć nad człowiekiem górę i wygrać wszystko, co jest do ugrania.
Czasem naprzeciw bestiom staje miłosny trójkąt w najnowszym filmie Olivera Stone’a reprezentowany przez Chona, Bena i Ofelię, przy czym należy podkreślić, że dwaj mężczyźni w żaden sposób nie rywalizują o względy ukochanej, tylko trwają obok siebie w zgodnej i podziwu godnej symbiozie, którą w pewnym momencie zakłóca wspomniany już meksykański kartel dowodzony przez Elenę odgrywaną przez niezmordowaną Salmę Hayek.
Chon i Ben bowiem na szeroką skalę hodują, a następnie dystrybuują marihuanę doprowadzając do szczęścia tysiące ludzi i do rozpaczy setki agentów DEA ze skorumpowanym Dennisem (John Travolta) na czele. Proceder ten nie umknął Elenie, która zamierzała „wejść” w jego nieskomplikowane struktury ku oczywistym finansowym korzyściom, jednak propozycja nie spotyka się z przychylnym przyjęciem dwójki młodych biznesmenów w efekcie czego Elena zostaje zmuszona do porwania ich ukochanej Ofeli…
I tu rozpoczyna się zupełnie nielegalna droga, którą młodzi przedsiębiorcy będą musieli przejść, aby odzyskać utracone szczęście i powrócić do leniwej kontemplacji rzeczywistości przy pomocy miłości fizycznej oraz środków uznawanych w stanie California oraz innych stanach za nielegalne.
Savages to esencja Stone’a, to wszystko, co najlepsze w jego twórczości zgromadzone w jednym obrazie: powolność, ale i też dynamiczność, wybitnie narysowani bohaterowie i przede wszystkim historia, która piętrząc się i piętrząc w istocie w dość przewidywalny, ale też nieprzewidywalny i niepozbawiony uroku sposób, zmierza ku punktowi kulminacyjnemu i wypala tam z naprawdę dużego kalibru, oferując widzowi całe kilogramy najczystszej satysfakcji.
Savages to także bodaj najlepsza rola Benicio Del Toro, który wcielając się w rolę Lado, najbardziej dzikiego członka kartelu zarządzanego przez bezwzględną „Madrinę”, zdeklasował, moim zdaniem, pozostałych aktorów pozostawiając ich lata świetlne za swoim nie dającym się podważyć kunsztem i diabelską manierą zarezerwowaną dla tego obrazu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura