Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak
215
BLOG

Jednym słowem: Meksyk

Sławomir Łuczak Sławomir Łuczak Kultura Obserwuj notkę 0

 
Gdyby istniał choć jeden człowiek, który potrafiłby zsumować ilość zamordowanych podczas konfliktów wybuchających na tle religijnym - licząc od chwili, kiedy istota ludzka uznała, że nad jej małością istnieć musi transcendetalna wielkość - świat z pewnością wstrzymałby oddech i wpadłby w zadumę, z której, niestety, nie wyciągnąłby żadnych wniosków.
Ustawy dyskredytujące jakikolwiek kult religijny wprowadzone w życie przez państwo zawsze muszą spotkać się z ostrym protestem wyznawców i właśnie o buncie, o chrześcijańskiej rewolucji meksykańskich Cristero's w latach 1926-1929 opowiada zrealizowany z rozmachem film Dla większej chwały, w którym na próbę wystawiona zostaje zarówno wiara, jak i niewiara, choć moralny triumf odnosi ta pierwsza.
W meksykańskiej produkcji zrealizowanej amerykańską reką trup ściele się na masową skalę, nienawiść eskaluje, konlikt zatacza coraz szersze kręgi, dwie armie wykrwawiają się w bratobójczej walce, która w pewnym momencie staje się zwykłą, pozbawioną idelogii rzezią. Dominującą rolę odgrywa w niej wola przetrwania, znajomość żołnierskiego rzemiosła oraz - a może przede wszystkim - bezwzględność i okrucieństwo przypisane niezmiennie polom bitew i wojennym zmaganiom.
Ten film jest bardziej czarno-biały od zdjęć w swoim czasie pieczołowicie wywoływanych w domowych ciemniach i w tym najprawdopodobniej tkwi jego największa siła. Żadnych scenariuszowych udziwnień, zagmatwań: historia toczy się przygotowanym przez przeszłość torem, bohaterowie ulepieni z miękkiej bądź twardej gliny z budzącym podziw uporem realizują swoją misję i nawet karabinowe salwy nie studzą ich temperamentu, co więcej, wydają się podgrzewać i tak już przecież gorącą, południową krew.
Ten film jest prostszy od laski, którą podpiera się pewien czarodziej w oczekiwanej przeze mnie produkcji mającej mieć swoją premierę już za kilka dni oraz równie proste jest w nim aktorstwo i tu znów muszę powtórzyć: w tym jego największa moc.
Ten film jest tak proreligijny, że chwilami wydawało mi się, że niedzielny Plac św. Piotra w Rzymie szykujący się na cotygodniową papieskie orędzie, mógłby się sporo od niego nauczyć. Ktoś mógłby powiedzieć także: ten film jest płaski, jak ziemia w wyobrażeniach starożytnych geografów, kiczowaty jak epizodyczna w nim rola Petera O'Toole'a i powierzchowny jak poranne wiadomości. Wszystko to prawda, ale... ten film po prostu się ogląda.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura