Wczoraj na dźwięk słowa Afryka biło mi szybciej serce: widziałem słońce znikające za horyzontem wytyczonym przez piasek, nieznane zwierzęta przemierzające sawanny, polujące na siebie nawzajem, sobą nawzajem usprawiedliwiające dalsze istnienie, potwierdzające na zwierzęcy sposób logikę tego świata.
Dziś rozmyślając o Afryce widzę trzynastoletnią dziewczynkę o imieniu Komoda zmuszoną do zastrzelenia swoich rodziców z pistoletu maszynowego radzieckiej konstrukcji, przy czym wiem doskonale, że z jej strony był to gest miłosierdzia. Gdyby nie nacisnęła spustu jeden z rebeliantów, którzy napadli na wioskę, zadałby jej rodzicom śmierć powolniejszą i okrutniejszą.
Co robią rebelianci w rzeczywistości, do której porwali Komodę? To co mają w zwyczaju: próbują przy pomocy broni palnej i okrutnych metod przejąć władzę i wprowadzić rządy, które w ich rozumieniu będą lepsze od tych, z jakimi walczą.
Co robi Komoda wśród rebeliantów? Prześladowana przez duchy zastrzelonych rodziców domagających się pogrzebania robi dokładnie to samo, co jej oprawcy: strzela, zabija, ale i też potrafi wejrzeć w przyszłość. Miewa wywołane pewnym narkotykiem wizje i bardzo prędko awansuje w rebelianckiej hierarchii, stając się osobistą wiedźmą przywódcy, personą ważną i pożądaną…
Jej los odmienia się, kiedy zakochuje się w niej młody chłopiec nazywany przez nią Czarownikiem, z którym ucieka ostatecznie od koszmaru wojny ku chwilom krótkotrwałego szczęścia, bo taki właśnie jest ten film: kilkoma momentami dziecięcej radości zniszczonymi przez brutalność dorosłości reprezentowaną przez mężczyzn z pistoletami maszynowymi, dla których bycie zwierzęciem wydaje się być atrakcyjniejsze niż kimkolwiek innym.
Kiedy przypomnę sobie o Afryce jutro, pomyślę, że bardzo chciałbym tam pojechać i zobaczyć wszystko to, co do tej pory podglądałem przez szkiełko nowoczesnych technologii. Bardzo prędko jednak zobaczę trzynastoletnią Komodę: udręczoną, wykorzystaną, cierpiącą i błąkającą się po afrykańskich bezdrożach niczym wyrzut sumienia cywilizacji istot myślących i będę wiedział, że tamtejsze drzewa – mimo iż takie same jak w czasie rzezi w Ruandzie, Angoli, Kongu oraz wielu innych masakr – staną się mniej zielone, niebo straci na swoim lazurze, a piaski pustyni rozciągać się będą dalej niż mają to w zwyczaju.



Komentarze
Pokaż komentarze