6 obserwujących
191 notek
187k odsłon
  893   0

7:54

Czy 10.04.2010 o 7:54 CEST Polsat News mógł pokazywać kadry z filmu Sławomira Wiśniewskiego?

7:54

Jak wiemy katastrofa samolotu miała miejsce o 8:41, a po raz pierwszy materiał montażysty pokazano o 10:27.

7:54

Zatem nie jest możliwe aby o 7:54 pokazywano zdjęcia z miejsca katastrofy. Na zegarze Polsatu cyfry 0 i 7 wskazują minuty, które minęły po pełnej godzinie (zapewne jedenastej) a 54 to sekundy. Zobaczmy jak to wyglądało na innym materiale.

7:54

https://www.youtube.com/watch?v=3MP-_Cl_zc0


Ppłk rez. Sławomir Komisarczyk w swoim oświadczeniu z dnia 12.02.2016r. m.in. pisze tak:

Tragedia Smoleńska była dla nas tym, czym dla Amerykanów World Trade Center. Ludzie na całym świecie w czasie rzeczywistym widzieli samolot wbijający się w jedną z wież. Podobnie było w Smoleńsku. Media były na miejscu, dziennikarze z kamerami czekali na lotnisku na przybycie delegacji z Panem Prezydentem na czele. Żadna służba dyżurna nie miała wcześniej informacji niż media. Powiadamianie i meldunki w ramach służb dyżurnych oczywiście były, ale spóźnione w stosunku do mediów.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Oswiadczenie-pplk-rez-Slawomira-Komisarczyka-oto-prawdopodobny-powod-dla-ktorego-Dziennik-zostal-zniszczony,wid,18157479,wiadomosc.html?ticaid=1167a0

W momencie katastrofy na lotnisku oczywiście nie było żadnych dziennikarzy z kamerami. Jan Mróz z TVN-u dopiero około 5 minut po upadku samolotu dojechał z konsulem do bramy wjazdowej lotniska. Wiktor Bater, Justyna Prus i Lidia Kelly dotarli jeszcze później, ponieważ oczekiwali na uroczystości na cmentarzu w Katyniu. Chyba, że chodzi o Sławomira Wiśniewskiego, ale on znowu był w hotelu Novyj. Por. Artur Wosztyl jeszcze przed dotarciem dziennikarzy na lotnisko zadzwonił do dowódcy pułku, a następnie do DKL-a na Okęciu.

- A jak pan wspomina sam moment katastrofy? Jak do pana dotarła ta wiedza, wiadomość? Gdzie pan był? Co pan robił?

- Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. To było tak, że słychać było, jak ten samolot się zbliża, doszło do tych bardzo niepokojących dźwięków, przerażających wręcz. Słychać było, jak dochodzi tak jakby do niszczonej konstrukcji samolotu. Dochodzą fale uderzeniowe i dźwięk detonacji. Na koniec słychać było, jak jeden z silników milknie, po prostu słychać, jak schodzi z obrotów. Następuje martwa cisza. Pierwsze co - zdezorientowani jesteśmy, nie wiemy, co się dzieje. Wziąłem telefon od drugiego pilota i zadzwoniłem do dowódcy pułku. Poinformowałem go, że coś złego stało się przy podejściu na lotnisku w Smoleńsku z tupolewem. Ale mówię: "to nie jest informacja potwierdzona". Zadzwoniłem do DKL-a informując go o tym samym. Powiedziałem, że zadzwonię, jak jakieś konkrety uzyskam. Później zobaczyłem człowieka, który wychodzi z wież. Pierwszy oficer, który poszedł spokojnie do wozów zabezpieczenia technicznego i razem z tymi wozami pojechał na miejsce katastrofy.

- Spokojnie? Nie nerwowo?

- Bardzo spokojnie. Już był ubrany, mundur zapięty, czapka nałożona. Wyszedł, spokojnie idąc w naszym kierunku, musiał iść w naszym kierunku, żeby dojść do tych wozów zabezpieczenia technicznego, musiały nas ominąć.

- I co dalej?

- Zawahał się, jak nas zobaczył, ale zaczął iść. Mijając nas, podeszliśmy do niego wszyscy, pytamy się, to znaczy Remek wtedy się zapytał (świętej pamięci): "szto z naszoj tuszkoj?"  Klient tak się spojrzał: "odletiała". No jak odleciał? Słychać by było, 70 ton przelatujące nad głowami, no przecież nie jesteśmy pierwszy raz na lotnisku, słyszymy, jak to działa, jak to funkcjonuje. Doszedł do samochodów zabezpieczenia technicznego. Otworzył pierwsze drzwi samochodu, który stał najbliżej nas, było widać, że rozmawia chwilę, wsiada, zamyka drzwi i wszyscy "na hura" pojechali w tamtą stronę. To już mieliśmy pewność, że po prostu samolot spadł na ziemię.

- A kiedy dowiedzieliście się oficjalnie, że samolot spadł? Bo tego się domyśliliście.

- Oficjalnie dowiedzieliśmy się tego w momencie, kiedy, bodajże ambasador chyba, tam był ambasador Polski...

- Ambasador Bahr.

- On razem z tą całą kolumną pojechał na miejsce zdarzenia. I dostaliśmy informacje od niego, że samolot jest i najprawdopodobniej trzy osoby przeżyły. To, o czym mówił pan minister Macierewicz, jeszcze to przez jakiś czas funkcjonowało, że trzy osoby najprawdopodobniej przeżyły, zostały zabrane z miejsca katastrofy. I to funkcjonowało tam, na miejscu przez około dwie godziny.

- Panie poruczniku, kiedy pan wspomina te, jak pan mówił, przerażające dźwięki, kiedy samolot podchodził do lądowania, te trzaski, użył pan słowa: detonacja. Jakiego rodzaju detonacja? Czy to, na pańskie doświadczenie, przypominało wybuch? Czy to była detonacja czegoś uderzającego w ziemię? To bardzo istotne.

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie, nie widziałem. Ja słyszałem. Ja mówię tylko o swoich wrażeniach słuchowych. Natomiast ta fala dźwiękowa, ten dźwięk, który słyszałem, był podobny do tego, jak kiedyś w niedużej odległości ode mnie wybuchł granat ćwiczebny, będąc jeszcze w Wyższej Szkole Oficerskiej. Ten dźwięk tak, jak próbuję przypisać jakikolwiek dźwięk do tej całej sekwencji, bo to nie jest tak, że to na pewno było to, ten dźwięk był bardzo podobny. Po prostu blisko, potężny huk, potężny dźwięk detonacji i jednocześnie taka fala, która przechodzi przez człowieka.

- Ta sekwencja dźwiękowa, jakby pan ją opisał w kolejności, tak w chronologii. Słyszycie zbliżający się samolot...

- Słyszę zbliżający się samolot, na jakimś niskim, ustalonym zakresie pracy silników. Dźwięk silników zaczyna narastać. On narasta, zwiększa się hałas. Osiąga jakiś poziom ten hałas, już się nie zmienia. Czyli silniki osiągnęły jakąś tam ustaloną wartość, jakiś zakres obrotów. To trwa przez kilka sekund i zaczynają dochodzić trzaski, huki, dudnięcią. Czyli po prostu takie wrażenia słuchowe, które są odseparowane od siebie czasowo, to nie jest tak, że one nakładają się na siebie. Później te dźwięki zaczynają się nakładać.

- Samolot ścina drzewa.

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć, co się stało.

- Tak się domyślamy.

- Oczywiście, można sobie snuć teorie, prawda, ja mówię tylko o wrażeniach słuchowych, to, co słyszałem. Później dochodzi do tego, że te dźwięki zaczynają się nakładać jedne na drugie. Taka kaskada tych dźwięków, jedne na drugie, one się zaczynają tak jakby łączyć ze sobą. Dochodzi dźwięk niszczonej konstrukcji, taki szczęk, jęk metalu, ciężko mi to nazwać, mówię to jest coś, co pierwszy raz słyszałem w życiu. Mam nadzieję, że nigdy więcej tego nie usłyszę. Słychać było detonację i po tych detonacjach słychać było, jak jeden z silników schodzi z zakresów, w sensie, że prędkość obrotowa silników maleje do zera. Nastaje martwa cisza. Tak to wyglądało. Także to trwało kilkanaście sekund.

http://www.rmf24.pl/raporty/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-artur-wosztyl-potezny-huk-potezny-dzwiek-detonacji,nId,1407336

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka