Buldogi bez łańcuchów i kagańców biegają od podwórka do podwórka. Szczerzą kły obsikując kolejne parkany znacząc swój teren. Kundelki z ambicjami zamiast dawać się obsikiwać próbują same pokazać czyją ochronę wolą i - zdarza się srogo za to płacą.
Kilkanaście lat wystarczyło, żeby świat przypomniał sobie język zimnowojennej retoryki. Ameryka zaznaczając jako swoją strefę wpływów na Bliskim Wschodzie przy oklaskach zależnych od nich państewek najechała dwa kraje. Rosja czekając na możliwość odpowiedzi, przy pierwszej okazji wymierzyła kilka rózg państewku, którego szefowi marzy się pozycja Jugosławii... Zapomniał, że geopolitycznie gorzej jest położony.
Uzasadnienia swojej agresji rzecznicy polityki matuszki Rosiji żywcem brali z komunikatów pijarowców USA sprzed kilku lat. Misja pokojowa, stabilizacyjna, etc. donosiły media z lewa i prawa. Nad tym wszystkim pochylił się nasz wielki mały wódz nawołując - niczym wodzowie kraju z 1939 roku naszego "wielkiego" brata, sojusznika - do działania w obronie przed agresorem.
Dość, że jest zasłona dymna dla buldogów, które, jak w czasach II wojny dzielą świat na części, znowu bez wiedzy zainteresowanych, za to dając pozór możliwości wyboru, do którego klubu będą należeć. Po cichu podzielono już Afrykę, bronią się maluczcy, kórzy do czegos mogą być potrzebni.
Buldogi zaznaczą swój teren i na pewno nie wybudują żadnej żelaznej kurtyny. Ona skutecznie powstrzymywała przepływ gotówki. Stawiają parkany z prętami na tyle daleko od siebie przyspawanymi, żeby swobodnie podać portfel i przecisnął się między nimi chudy Chińczyk gotów pracować na ich łańcuchu za pieniądze dla swoich panów.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)