Ciągle nie mogę się nadziwić głupocie polskich filmowców. Na przykład ostatnio Andrzej Wajda bierze na tapetę temat jakiegoś Katynia sprzed ilu to już lat. Kogo to interesuje? Tymczasem marnują się prawdziwe perełki, życie je samo nam podsuwa, wystarczy się rozejrzeć! Bo czyż historia Tomasz Lisa męczennika z wyboru( to moja robocza propozycja na tytuł) nie byłaby czymś niewiarygodnie porywającym i poruszającym? Scenariusz mogłaby napisać Janina Paradowska, reżyserki mógłby się podjąć Kazimierz Kutz( w sejmie i tak się obija), patronat objąłby Premier Rzeczypospolitej, ach byłoby pięknie…
Wracam jednak na ziemie. Niestety nie słyszałem o tak owym zamyśle, ale gdyby mój wpis mógłby się stać dla kogoś inspirację w tym temacie, to byłoby to więcej, aniżeli spełnienie marzeń. Złą wiadomość( o tym, że jeszcze nikt takiego filmu nie kręci) mamy już za sobą, teraz pora na dobrą. Zupełnie niespodziewanie dzisiaj w godzinach popołudniowych ukazała się na portalu tvn24.pl następująca informacja, zresztą, co zaznaczam z ogromnym smutkiem przez mało kogo zauważona: Tomasz Lis znalazł pracę. Były szef "Wydarzeń" został doradcą zarządu wydawnictwa Edipresse Polska SA - wydawcy m.in. "Przekroju" i "Przyjaciółki". W takich chwilach chcę się krzyczeć za byłym premierem „yes, yes, yes…”.
No dobrze, a teraz trochę bardziej na serio o bodaj najbardziej popularnym polskim dziennikarzu, który mimo wciąż stosunkowo młodego wieku ma za sobą karierę we wszystkich najważniejszych stacjach telewizyjnych( TVP, TVN, Polsat), z których za każdym razem odchodził skłócony i po awanturze. Ostatnim razem Zygmunt Solorz odebrał mu szefostwo nad polsatowskimi „Wydarzeniami”. Szczerze mówiąc nie dziwię się panu Solozowi. Równie tendencyjnego serwisu informacyjnego nie miała żadna ze stacji( choć gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że po jego odejściu niewiele się zmieniło). Zapewne Lisowi się wydawało, że będą się o niego zabijać wszystkie stacje. A tu nic, lipa. Po prostu przerażająca cisza. Kiedy kilka tygodni temu ukazała się informacja, że Lis może zostać naczelnym „Dziennika”, okazało się, że nawet tam go nie chcą, co pokazali mu dziennikarze układając na 15 stronie zdanie „tomaszowi lisowi wała”. Chyba nie spodziewał się, że skończy, aż tak nisko, jako doradca koncernu wydającego m.in. skrajnie lewacki „Przekrój”, czy ambitne pismo „Przyjaciółka”. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Nie wiem jak Państwo, ale ja nawet jakbym nie lubił PiS i Kaczyńskiego to nie chciałbym w swojej gazecie, czy telewizji kogoś takiego jak Lis. Pamiętam jego żałosny wywiad w „Kontrwywiadzie RMF” zaraz po tym jak opuścił Polsat w czasie kampanii wyborczej. Wówczas jawnie i bez ogródek przyznawał, że Solorz odstawił go, ponieważ dał się zaszantażować Kaczyńskim, czy Kaczyńskiemu już nie pamiętam. Była to jedna z bardziej absurdalnych wypowiedzi, które słyszałem podczas minionej kampanii wyborczej. Lis w tym wywiadzie dowodził, że aparat represji PiS straszył właściciela Polsatu zabraniem koncesji i hakami. Załóżmy na chwilę hipotetyczną wersję, że jest to prawda. Ale jeżeli tak to po jaką cholerę zwalnia go w czasie kampanii wyborczej? Przecież mógłby poczekać do końca jej i zrobić to dopiero wówczas, gdyby PiS wygrał, bo tylko wtedy mógłby mieć prawo do obaw. Tak zaś Tomasz Lis udowodnił jedynie, że jego wizja świata i teorii spiskowych jest dalece większa od tak znienawidzonego Macierewicza. Ale nasz sławny dziennikarz w to wierzy, oczywiście jego święte prawo. Tylko, dlaczego się później dziwi, że mało kto z nim chce pracować?
W tym słynnym wywiadzie Lis przyznał też, że dostał kilka propozycji startu w wyborach parlamentarnych. W sumie szkoda, że tego nie zrobił. Chyba nie ma drugiego dziennikarza w Polsce, którego poglądy polityczne, a zarazem niechęci byłyby tak jawnie przez niego samego prezentowane. No może o palmę pierwszeństwa mógłby z nim w tej dziedzinie jeszcze rywalizować Jacek Żakowski. Poza tym tajemnicą poliszynela jest, że marzy mu się prezydentura Polski. Radziłbym Lisowi, aby zamiast zabawy w obiektywnego dziennikarza, zrobić lepiej to, co wcześniej, czy później i tak uczyni, czyli pójść w politykę. Będzie z pożytkiem i dla niego i dla dziennikarstwa. Chyba, że się boi weryfikacji wyborczej…?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)