Ustawa o parytetach może okazać się narzędziem przymusu wobec kobiet, a nie udogodnieniem.
W związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi, kobiety w naszym kraju może czekać bardzo ciężki okres. Przez dominację mężczyzn zaangażowanych w politykę, może okazać się, że aby wystartować w wyborach niektóre komitety będą musiały organizować łapankę kobiet do swojego ugrupowania, bo kilka zaangażowanych działaczek, może nie wystarczyć do obsadzenia wszystkich list. Nie chcę tutaj pisać o pojawieniu się w organach władzy ludzi nieprzygotowanych, z przypadku, którzy znaleźli się na listach wyborczych tylko i wyłącznie dlatego, że jakiś komitet musiał spełnić ustawowe normy dotyczące płci.
To może dla kobiet nie być jeszcze najgorsze.
Prawdziwym koszmarem może być okres przed rejestracją list. Wyobraźmy sobie mężczyzn klęczących na kolanach i błagających swoje matki, córki, zony a nawet kochanki, aby w imię ustawowej poprawności politycznej zasiliły listy komitetów wyborczych. Pozornie wizja mężczyzn spełniających dla dobra kraju i partii wszelkie kobiece zachcianki, z oglądaniem „M jak Miłość” i „Tańca z gwiazdami” włącznie, może wydawać się atrakcyjna, ale drogie Panie czy chcecie aby wasi ojcowie, mężowie, synowie i kochankowie z oślim uporem błagali was o zaangażowanie się w sprawy, które najprawdopodobniej was nie interesują, bo gdybyście chciały to już dawno z własnej woli zajęłybyście się nimi?


Komentarze
Pokaż komentarze