W 2005 roku, zaangażowałem się w politykę, wspierając Prawo i Sprawiedliwość. Chciałem, jako młody człowiek chociaż w minimalnym stopniu włączyć się w budowę IV RP. Państwa, które nie będzie, mówiąc młodzieżowym językiem, obciachowe. Miałem nadzieję, że w końcu zdrajcy i kapusie zostaną nazwani po imieniu, gospodarka zacznie zbliżać się do standardów wolnorynkowych, a ministerstwo sprawiedliwości będzie zamiast interesów kast prawniczych wspierać sprawiedliwość.
Chociaż, w czasie 2 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości, popełniane były błędy, widziałem, że politycy PiSu, zmierzają w kierunku, jaki sobie wytyczyli. Zyta Gilowska, obniżająca podatki, pokazał gdzie jest miejsce dla liberałów gospodarczych, a która partia pozbywa się wolnorynkowców, obłudnie karmiąc społeczeństwo frazesami o swoim liberalizmie.
Podobały mi się posunięcia Zbigniewa Ziobry w ministerstwie sprawiedliwości, oraz bezkompromisowe działania CBA, sztandarowego projektu Prawa i Sprawiedliwości.
Kibicowałem twardej postawie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej.
Rządy PiSu nie rozczarowały mnie, nie widzę też alternatywy dla Lecha Kaczyńskiego i wierzę, że nadal będzie on realizował projekt zwany IV RP. Wiem w jak trudnej sytuacji się znajduje i jak ciężka praca czeka sztab wyborczy, by nie tylko zapewnić reelekcje, ale i uchronić Polskę przed duetem Tusk – Komorowski, by ocalić pałac prezydencki przed kolejnym Wachowskim, który kto wie, czy po bohaterskiej obronie WSI przez Komorowskiego, nie zechce w imię wdzięczności braci agentów „służyć” nowemu prezydentowi.
Dlatego z rozczarowaniem przyjąłem informacje, że media nie grzmią teraz o wielkości Prezydenta, który stał się „człowiekiem kompromisu”, „ponad podziałami”, wbrew swojemu zapleczy politycznemu, zdobył się na gest by zabrać „Ojca chrzestnego” III RP na pokład samolotu do Moskwy. Nikt, nie docenił Prezydenta za ten gest, co najwyżej oberwało się Głowie Państwa od prawicowych publicystów, dlatego też chciałbym widzieć w działaniach Prezydenta sprytny plan, na wyleczenie Polaków z jednej z bolączek dziejowych, a nie gę wyborczą.
Otóż, Lech Kaczyński powinien jak najbardziej zabrać Jaruzelskiego na pokład samolotu i pomóc biedaczysku w dostaniu się do Moskwy. W końcu tyle lat Jaruzel służył władzy Moskiewskiej, że z pewnością chętnie zobaczy ponownie Plac Czerwony i Kreml. Zobaczy i zostanie. Bo w drodze powrotnej, już nie należałoby uwzględniać miejsca dla zbrodniarza. Jest nawet gotowa wymówka: Putin coś wspominał Tuskowi, o archiwach, które nam udostępni, musimy więc być przygotowani, gdyby bracia Moskale ofiarowali nam jakieś materiały, idealne na nie miejsce jest akurat na fotelu waszej zbrodniczości, przykro nam”
Moskwa to idealne miejsce dla Jaruzelskiego, na spędzenie reszty życia, z uwagi na swój wieloletni sentyment z pewnością, nie będzie miał za złe, że Prezydent postanowił nie zabierać go z powrotem do kraju. Tym samym, Lech Kaczyński zyska sobie uznanie, sympatyków Jaruzela, za to, że szanuje sympatie „schorowanego, szacownego starszego pana”, a jednocześnie zyska wdzięczność, swojego głównego zaplecza, czyli elektoratu prawicowego, za to, ze w końcu wyzwolił Polską ziemię od zdrajcy.
Na marginesie Jaruzelski najpierw sugerując gotowość do podróży prezydenckim samolotem, a następnie twierdzący, że nie chce się wpraszać, gdy strona urzędnicy Lecha Kaczyńskiego wyrażają swoją otwartość, pokazuje, że nie jest taktowny i nie potrafi uszanować Głowy Państwa Polskiego. Jednocześnie jednak, podkreślaj swoja wdzięczność dla głowy państwa rosyjskiego. Widać nic się nie zmieniło, Jaruzelski nadal pozostaje wierny Moskwie, a Polacy nic go nie interesują. Nie potrafi uszanować gestu wybrańca Polskiego narodu, ale zachwyca się prezydentem kraju, który już nie raz w historii, niszczył naszą niepodległość. Dlatego Moskwa to dla niego idealne miejsce, a plac czerwony wymarzone miejsce spacerów dla komunistycznego pachołka Moskwy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)