13 obserwujących
114 notek
247k odsłon
  1685   0

Chiny - Wściekły Smok

 

Chiny – Nanjing

Nie wiem jakim cudem pominąłem w moich opowieściach wyprawę do Chin. Zapewne dlatego, że platforma wordpress jest w Kraju Środka zablokowana i nie mogłem pisać na gorąco. Otrzymałem zatem miesiąc temu polecenie wyjazdu służbowego do miasta Nanjing. Ot nieduże 8 milionowe miasto, stolica prowincji. Położone około 200 kilometrów na zachód do Szanghaju, nad Żółtą Rzeką. Chińczycy w pracy uśmiechają się – „no to poduczysz się chińskiego i koniecznie spróbuj kaczki po nanjingsku, jest inna niż pekińska”. Celem jest przygotowanie wizyty norweskiego klienta, który ma oglądać „proof of concept”, czyli wersji testowej przygotowywanego projektu. Lecę sam… enigmatyczny szef jak zwykle nie wspomniał gdzie i kiedy się tam pojawi. Po odebraniu wizy biznesowej, która ku mojemu zdumieniu nie kosztowała nic, choć dla Norwegów kosztowała po 600 koron, przygotowuję się do odlotu. W ramach przygotowań uczyniłem rzecz, która okazała się decyzją zbawienną. Otóż sprawdziłem wszystkie miejsca w jakich mogę w mieście bywać – dworzec kolejowy, lotnisko, hotel, praca, stare miasto itd. i wydrukowałem odpowiednie karteczki z mapami po chińsku.

Po 10 godzinach lotu Lufthansą, gdy samolot podchodzi do lądowania ukazuje się znany mi już widok – biaława, mętna atmosfera powietrza,niska widoczność. Bardzo wilgotno a swoje dodaje smog. Wielka Żółta Rzeka toczy leniwie swoje brudne wody. Mozaika pól ryżowych. I austrady… wszędzie, niektóre puste, na niektórych poruszają się małe punkty. 

Podczas oczekiwania na kontrolę paszportową na ekranach ukazują się filmiki prezentujące bezpieczeństwo Chin. Uśmiechnięte żołnierki i żołnierze, wokół nich gromadzą się wdzięczni za ich trudną służbę ludzie. Pogranicznicy chińscy przepatrują niezmierzone przestrzenie Himalajów. Później nie jest już tak pokojowo i wesoło, chińscy żołnierze z automatyzmem robotów szturmują jakiś okręt przeczesując kolejne pomieszczenia. I znowu uśmiecha się szeroko ładna chińska żołnierka. Poczułem się dziwnie. Kiedyś zapytałem szefa czy mają armię z poboru – na co on zaczął się śmiać i odpowiedział: może w Europie tak jest, bo u was brakuje ludzi. U nas żołnierz to bardzo dobry zawód i aby nim zostać należy nawet dać łapówkę.

- Pierwszy raz w Chinach? – pyta pogranicznik – Pierwszy – Cel wizyty? konferencja? – Nie, biznes. Żołnierz kiwa głową, oddaje paszport: „Witamy w Chinach” – mówi.

Wychodzę przed wejście lotniska… Nanjing… To nie Szanghaj – obcokrajowców tu niewielu. Szybko orientuję się że jestem jedyną białą twarzą, która przyciąga zainteresowanie. Stada Chińczyków wymachują smartfonami i palą papierosy rzucając niedopałki gdzie popadnie. Uśmiecham się szeroko bo nie rozumiem nic. Na wszelki wypadek fotografuję napis „Taxi” aby móc kogoś zapytać gdy będzie potrzeba. 

Zostałem ostrzeżony że jako obcokrajowiec zostanę przez taksówkarza na pewno oszukany. Przyzwyczaiłem się że w nowym miejscu zawsze płacę takie frycowe. Wręczam mapkę z miejscem gdzie zaznaczony jest mój hotel obsługującemu postój i wkrótce sunę brudną taksówką przez autostradę. Taksówkarze siedzą za osłaniającą pleksiglasową osłoną. Otoczenie nie ma uroku Tajlandii, czy Birmy – wszędzie budowy. Wkrótce dostrzegam ogromne przestrzenie gdzie wyrosły niczym kopce termitów potężne blokowiska 30 piętrowych apartamentowców. Puste. W mieście szerokie, wielopasmowe ulice i estakady kolejek napowietrznych. W blokach suszy się pranie. Poziom zamożności jednak wyższy niż np w Birmie – samochody są dobre, co najwyżej średnie, nie zauważam wielu zdezelowanych gratów. Taksówkarz wysadza mnie przed skromnym hotelem i… nie oszukał mnie! Celowo wziąłem hotel firmowy aby nie męczyć się z procedurą zwrotu kosztów. Zostałem jednak ostrzeżony że jest to hotel dla Chińczyków (czytaj: przyzwyczajony do luksusów Europejczyku, to może być nie dla ciebie). I szybko okazuje się że Europejczycy w istocie tam nie nocują. Dialog z panią w recepcji okazuj się wręcz niemożliwy. Pierwsze pytanie: „A gdzie jest pana chiński kolega?”. „Nie mam, jestem sam”. Pani nie bardzo wiedziała jak kontynuować konwersację i nie bardzo mogła mnie znaleźć w systemie rezerwacji. „Jeśli mnie nie ma, to proszę mi dać po prostu pokój – zapłacę normalnie”. Okazuje się że to jednak… niemożliwe. Jakżeż to tak wejść do hotelu i chcieć wynająć pokój? Po wielu telefonach w końcu sprawa się wyjaśnia. Pokój – skromny ale bardzo przyzwoity ze smutnym widokiem na rosnące blokowisko. Nie była to reprezentacyjna dzielnica. Szybko się o tym przekonuje wychodząc głodny na ulicę. Pani w hotelu nie umiała mi wyjaśnić gdzie znajduje się jakaś restauracja. Ludzie oglądają się za mną, dzieci rozdziawiają buzie. Gdy podchodzę do ulicznej budki z jedzeniem sprzedawca również rozdziawia gębę. Coś tak wskazuję i otrzymałem za całe 2 złote kubeł chińskiego makaronu i jakiegoś mięsa, które okazuje się bardzo ostrymi wątrobami. Jednak dobre. 

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale